sobota, 7 maja 2016

Rozdział 11 "Light"

Jak na ostatni dzień grudnia temperatura była dość wysoka. Trzy stopnie na plusie sprawiły, że pobliski plac zabaw był oblężony przez dzieci. Młode matki w skórzanych rękawiczkach i obszernych szalikach wesoło rozmawiały o swoich pociechach, co jakiś czas zerkając na ekrany telefonów. Ludzie przestali się z nimi rozstawać. W telefonie ma się teraz całe życie. Zdjęcia, kontakty do znajomych, budzik, ważne numery czy przypomnienia o spotkaniach. Strach pomyśleć jak bardzo zagubieni czuliby się niektórzy gdyby odebrano im tą elektroniczną zabawkę. Było około południa kiedy kilkadziesiąt metrów dalej i wyżej, w mieszkaniu położonym na drugim piętrze rozległ się dźwięk telefonu.
-Halo?-Mino nieprzytomnie odebrał telefon.
-No halo, halo.-przeciągnął ostatnie słowo głos w słuchawce.
-Kto mówi?
-Na litość boską, ogarnij się trochę!-roześmiał się Blaze. Wiedział, że Mino ciężko rano ściągnąć z łóżka jednak było już po dwunastej i liczył, że chłopak nie śpi.
-Sam się ogarnij, po co do mnie dzwonisz o tej godzinie. Jeżeli jeszcze nie napisałem to znaczy, ze nie wstałem. A to znaczy, że będę bardzo nieprzyjemny jeśli ktoś przerwie mi sen.-powiedział z zamkniętymi oczami. -Żegnam frajerze.-rozłączył się.
Pomimo starań nie mógł już zasnąć. Spojrzał w okno, słońce wdzierało się do pokoju między frędzlami, które udawały firanę. Od roku matka nie zmusiła go żeby powiesił w oknie coś bardziej tradycyjnego. Mimo to nie porzucała nadziei i w każdą sobotę odbywał się między nimi taki sam dialog jak przy ostatnich świątecznych porządkach.
-Mógłbyś zawiesić normalną firankę? Proszę cię Mino, widziałeś jak te okna wyglądają z ulicy?
-Nie interesuje mnie jak to wygląda z ulicy, mi się podoba. W pokoju ma być jasno, a te durne firanki nie przepuszczają światła!
-Nigdy nie możesz zrobić tego o co cię proszę?
-Nie. Ciesz się, że chociaż te frędzle wiszą. Ja mogę żyć z gołymi oknami, bez rolet, żaluzji, firan i zasłon. Nie patrz jak ci się nie podoba.-potem zazwyczaj matka odpuszczała. Wiedziała, że i tak nie przekona go do swojego zdania w sprawie pokoju. To było jego terytorium i choćby realizował tam najmniej estetyczne dla innych wizje, to i tak nic nie było w stanie go przekonać do zmiany zdania.
Przeciągnął się jeszcze raz na łóżku i zadzwonił do Blaze'a. Rano nie był głodny więc chciał jeszcze trochę poleżeć i obudzić mózg.
-Witam frajera.
-A jednak plan się udał, wstałeś.
-Boże, jesteś taki przebiegły, że aż mógłbyś to wpisać do CV jako szczególne umiejętności.
-Obudzenie cię graniczy z cudem więc możesz mieć rację. Jesteś sam w domu?
-Tak, mama nocowała u Karla. Czemu pytasz?
-Też jestem sam, mama wyszła i nie będzie jej jakoś do czternastej.
-Czyli mam włączyć komputer?
-Bardzo dobra odpowiedź. Szybko myślisz jak na ciebie zaraz po przebudzeniu.
-Daj mi 10 minut.
Naciągnął koszulę w kratę, którą nad ranem rzucił koło łóżka kiedy się rozbierał. Sprawdził w lustrze swoje odbicie Na policzku miał odbitą poduszkę. Przydługie już włosy zaczęły delikatnie falować. Odkąd wrócił od babci znowu zachowywali się z Blazem jak przyjaciele, jakby to, co wydarzyło się u babci i to, co wyznał mu ostatnio, nie miało żadnego znaczenia. Bał się tej rozmowy, ale przecież obiecał Blaze'owi, że przestanie tchórzyć.
Usłyszał charakterystyczną melodię połączenia i przyśpieszoną pracę swojego serca.
-Witam ponownie.-Mino odezwał się pierwszy.
-Ciepłe powitania to chyba twoja specjalność. Myślałem, że usłyszę 'dobrze dziś wyglądasz' albo może chociaż 'fajnie cię znów zobaczyć'.
-To chyba za dużo myślisz kolego.-poczuł ten sam wstyd, który paraliżował go zawsze na widok Blaze'a. Kończyny miał jak z ołowiu a mimo to czuł, że dygocze.
-W sumie to tak. Czasem wolałbym nie myśleć.-próbował wybrnąć z krępującej ich oboje sytuacji.
Mino nie miał pomysłu jak sprowadzić tą konwersację na właściwe tory. Kolejny raz porażka.
-Dobra, ja pierdolę, przepraszam. To nie tak miało być. Tylko ja już nic nie rozumiem.-głos miał zrezygnowany.
-Dokładnie czego?-chłopak o miodowych włosach wciągnął na głowę kaptur czego Mino nawet nie zauważył, nie patrzył teraz na Blaze'a.
-Nie umiem z tobą rozmawiać, zrozum to. Możemy gadać przez telefon godzinami, nie wystarczy?
-Mi nie wystarczy. Jakoś nadal nie rozumiem, wytłumacz mi.
-Nie mogę na ciebie patrzeć i mówić tego, co chciałbym, bo się rozpraszam. I wstydzę.-dodał cicho.
-Zamknij oczy.
-Co? Po co? Jakaś pojebana terapia?
-Zamknij oczy i mów.-słowa wypowiadane przez Blaze'a brzmiały jak rozkaz, a nie prośba.
Mino przez chwilę był zdezorientowany. Po chwili jednak zdjął laptopa z kolan, położył przed sobą i usiadł po turecku.
-No dobra. Zaczynam od początku.
-Dawaj.
-Ja nic nie rozumiem, głowa mi eksploduje od tych durnych myśli. I jeszcze ten mój prezent. Żałosne.-zarumienił się na wspomnienie tamtej kąpieli. Miał obrażoną minę i gestykulował rękami. -Przecież my się przyjaźnimy, chociaż przyjaźń na odległość jest chujowa. I ja cię w sumie nie znam, i ty nie znasz mnie. To znaczy ja uważam, że znamy się dobrze, za dobrze. Ale Ingrid uważałaby inaczej, gdybym jej o tobie powiedział. Ale nie powiedziałem, bo z tobą jest zupełnie inaczej niż z nią i pewnie by nie zrozumiała. Za dużo tych 'nie rozumiem' i 'nie wiem'. Ale tak właśnie jest, że się gubię.-zakończył wypowiedź ciężkim westchnięciem i otworzył oczy. Blaze się uśmiechał.
-Po pierwsze, głupio tak zaczynać zdania od 'ale' jednakże mogę ci to wybaczyć ze względu na okoliczności.-uśmiechnął się Blaze.
-I tylko tyle?-Mino był rozczarowany. Liczył na jakiś głębszy komentarz.
-Wiem, że masz analityczny umysł, ale mnie matka natura takim nie obdarzyła. W kwestii prezentu chciałbym podkreślić, że bardzo mi się podobał.
-Jak na takiego mądralę, za jakiego cię do tej pory miałem to nie błyszczysz intelektem. Gorszy dzień?
-Nie o to chodzi. Teraz moja kolej na prezent. Można powiedzieć, że się stresuję. Zaraz powinieneś sprawdzić telefon.-rzeczywiście kilka sekund później Mino dostał wiadomość. -Nie musisz nic mówić, jeśli nie chcesz.-dodał po chwili.
Chłopak drżącymi rękami podniósł telefon i otworzył to, co wysłał Blaze. 'On jest nienormalny. Przecież ja zaraz spalę się ze wstydu.'-pomyślał Mino i poczuł jak policzki nabierają koloru. Zapisał otrzymane zdjęcie, na którym był Blaze, bez koszulki i bez spodni. Leżał na łóżku w szarych bokserkach, na których odznaczał się nabrzmiały penis. Mino poczuł, jak sam robi się twardy. Nie umiał zapanować nad swoim podnieceniem. Spojrzał jeszcze raz na zdjęcie, a potem na Blaze'a, który obserwował tą scenę z dużą ciekawością.
-Twój prezent jest chyba równie dobry, jak mój.-szeroko uśmiechnął się Mino.
-Mino.
-Tak?-zapytał z błyskiem w oczach.
-Lubię kiedy tak na mnie patrzysz.-powiedział rozmarzonym głosem Blaze.
-Ej. Zaraz wrócę, okej?-musiał wyjść do łazienki.
-I tak wiem, po co idziesz.
-Taki jesteś pewny swego? A może chcesz popatrzeć?-powiedział ironicznie. Po chwili zorientował się jak zabrzmiał.
-A pozwolisz? Słyszałem już...-głos chłopaka zmienił się.
Mino poczuł jak robi mu się gorąco, a problem w spodniach domaga się uwolnienia. Chciało mu się wymiotować chociaż nic nie jadł odkąd się obudził. Zdecydował. Teraz albo nigdy, przecież chciał wiedzieć na czym polega jego relacja z Blazem. Poprawił się na łóżku i przechylił ekran laptopa tak, że kamera nie obejmowała jego twarzy. Na to nie był jeszcze gotów. Po chwili zawahania rozpiął koszulę i delikatnie odsłonił klatkę piersiową. Lewą rękę położył obok głowy na stercie poduszek, o które się opierał. Prawą włożył w bokserki. Nie musiał się pobudzać. Przed oczami miał erekcję Blaze'a ze zdjęcia. Czy teraz też był w takim stanie? Chyba chciałby się z nim kochać. Chciałby żeby Blaze widział jak na niego działa. Przesuwał ręką po członku zwiększając tempo. Jęknął głośno, tak, żeby Blaze słyszał. Rozchylił nogi, jak gdyby czekając, aż ktoś go tam dotknie. Coraz częściej żałował, że jeszcze z nikim nie spał. Może wtedy nie byłby tak bardzo napalony widząc zwyczajne zdjęcie? Oddychał aż nazbyt intensywnie, chciał, żeby Blaze słyszał, że jest mu dobrze. Żeby wiedział, że chce go tu i teraz. Właśnie z nim chciałby to zrobić. Wygiął się i lekko odrzucił głowę do tyłu. Nie mógł wiedzieć, że teraz Blaze widział rozkosz wymalowaną na jego twarzy i szeroko otwarte usta. Poczuł jak bokserki robią się mokre a ciało przeszywają milion dreszczy. Chwilę później klatka piersiowa poruszała się w spokojniejszym oddechu.
-Jesteś piękny. Chciałbym być teraz w twoim łóżku- powiedział ciepłym głosem Blaze a chwilę później ich pełne namiętności, nieśmiałe spojrzenia spotkały się.

sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 10 "Light"

M: Nie oceniaj mnie po przeczytaniu tego. Sam nie jestem w stanie siebie ocenić ani tego, kim jestem. Kilka lat temu, kiedy jeszcze cieszyły mnie takie rzeczy jak lepienie bałwana zimą miałem w klasie bardzo dobrego kolegę. Przyjaciela, Daniela. Daniel byłby naprawdę fajnym wspomnieniem z mojego życia gdyby nie to, że w wieku 10 lat postanowił pobawić się ze mną w dom, albo raczej w mamę i w tatę. Albo w tatę i w tatę? Nie wiem, może ja byłem mamą, bo to on był na górze. Gdybym go teraz zobaczył to bym go zabił. Nie, nie przesadzam. Nie za to, co mi zrobił, bo on był dzieckiem, takim samym jak ja. Nie rozumiał. Bo ja nie rozumiałem, i kurwa, nadal nie bardzo rozumiem, wiesz? Nie pamiętałem tego długie lata. Podobno ofiary pedofilii czasami zapominają. Oglądałeś zły dotyk? Ja oglądałem, szkoda, że nie rozkminiłem wtedy, że sam mam dziury w pamięci. I że nie wiem, dlaczego jestem spierdolony. Nie wiem czy to ta sama kategoria zaburzeń psychicznych, bo po 1. nikt mnie nie zgwałcił, po 2. Daniel miał 10 lat. Nie zrozum mnie źle. Ale ja nie wiem jaki bym był gdyby nie to. Powinienem bać się tego. Kiedy facet mnie dotyka. Ale nie potrafię. Chcę żeby któryś kiedyś to robił, a jak na razie zdarzyło się to tylko w sytuacji, która mnie brzydzi, kiedy o niej pomyślę. Nie potrafię z dziewczyną. To nie to. Tyle wiem. Nie wiem czy to zaakceptujesz. Ja siebie nie akceptuję. Przepraszam.
B: Gdybym Cię odrzucił przez coś takiego to chyba należałaby mi się cegła z nieba w łeb żeby wróciło mi racjonalne myślenie. Jesteś cudowny, wiesz? Rozmawiam z Tobą codziennie od kilku miesięcy. Piszemy godzinami. Znasz mój plan dnia, a ja twój. Wiesz, kiedy idę na imprezę, kiedy jestem w szkole a kiedy leżę przed telewizorem i nic nie robię. Zapewne nie wiesz, że myślę o Tobie przy każdej czynności, jaką wykonuję. Patrzę na szafkę w kuchni i pamiętam, że dzwoniłeś dwa tygodnie temu i wyciągałem wtedy płatki. A kiedy nie piszesz albo nie dzwonisz chcę wsiąść w pierwszy lepszy autobus i przyjechać żeby sprawdzić, czy wszystko jest z Tobą okej, bo może coś się stało, jesteś w szpitalu a mnie nikt nie powiadomi, bo nikt z twojego otoczenia nie wie, że znasz takie jednego typa z internetu. Nie traktuj tego jak wyrzutu. Szanuję to. Nie wiem, jak mam odbierać twój prezent dla mnie... Ale wiem, że jestem dla Ciebie i zawsze będę, bo za bardzo przywykłem do tego, że jesteśmy cały czas w kontakcie. Możesz mi mówić o wszystkim i nigdy tego nie potępię.
M: Chciałbym żebyś przyjechał. Za jakiś czas. Za miesiąc lub dwa. Nie umiem nawet z Tobą rozmawiać przez telefon tak, jak bym chciał, bo się boję.
B: Ty się boisz? Ty się niczego nie boisz :)))))))))
M: Bałem się Ciebie jak do mnie pierwszy raz napisałeś. Stwierdziłem, że jesteś chory psychicznie. Teraz wyszło, że to ja sam jestem spierdolony.
B: Powiedz tak brzydko o sobie jeszcze raz to obiecuję, że nie przyjadę.
M: Jebany szantażysta.
B: Już myślałem, że zostaniesz miły.

M: Chyba mi lepiej. Normalnieję. Dzięki.

Rozdział 9 "Light"

Składanie świątecznych życzeń nie sprawiało Mino frajdy. Mógł życzyć wszystkim członkom rodziny samych pomyślności w życiu ale ta perspektywa niezbyt mu się podobała. Chciałby raz złożyć szczere życzenia, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby. Babci życzyłby żeby przestała być wredna i samolubna. Mamie żeby nauczyła się z nim żyć. Czego mógł życzyć Karlowi? Żeby schudł i dobrze traktował jego matkę. Wujom żeby zadbali o swoje dzieci, którym nie poświęcali uwagi. Kuzynom żeby wzięli życie w swoje ręce, wykształcili się i odbili od rodziny, która nie pozwala im patrzeć poza horyzont. Cioci żeby była nadal tak samo miła, ale żeby mniej plotkowała o koleżankach ze wsi. Sobie życzyłby trzech tygodni izolatki.
Barszcz smakował jak zwykła zupa. Pierogi były dobre, jak ostatnio kiedy je jadł. Ciasto smakowało jak to, które czasami bez okazji piekła mama w piątki. Sałatka jak co poniedziałek z marchwi, na której gotował się rosół w niedzielny poranek. Tylko grzybowa była inna bo zwyczajnie robiła ją ciocia, a nie mama. Mógł też zjeść rybę, której normalnie w domu nikt nie robił, bo matka nie znosiła jej smaku, a zapach niwelowała przez tygodniowe wietrzenie i masę odświeżaczy do kontaktu, które drażniły Mino nienaturalną wonią.
W ciszy i z udawanym uśmiechem przetrwał te schematyczne 3 dni.
Droga do domu zajęła dużo czasu. Przed odjazdem wziął leki i całe 6 godzin przespał. Miał jeszcze 4 dni wolnego. Mama jechała do rodziców Karla złożyć wizytę zapoznawczą. 'Ja też będę musiał poznać nowych dziadków?'-pomyślał z kpiącym uśmiechem kiedy leżał już na swoim wygodnym łóżku. Blaze pisał do niego codziennie ale wyłączył telefon. Chciał się odciąć i pomyśleć dopóki był z dala od swojej codzienności, w którą nieświadomie wpuścił chłopaka.
Nie chciał tak. Odpychał od siebie tą myśl, ale wiedział od dawna, że sam się okłamuje. Udaje, że problemu nie ma. Bardzo chciał żeby podobały mu się dziewczyny, ale to nigdy nie wychodziło. Przy żadnej nie poczuł przysłowiowych motyli w brzuchu. Świetnie się z nimi dogadywał jako z przyjaciółkami, ale nie potrafił którejś chociażby pocałować, bo wydawało mu się to śmieszne, a przecież całuje się żeby coś wyrazić. Tak przynajmniej uważał. Zaczął wszystko rozumieć kilka miesięcy temu na imprezie u Ingrid, gdzie nie brakowało alkoholu.
-Czujesz, miałam może 6 lat, bawiłam się na placu przed blokiem a koleś podszedł i zaczął zagadywać. Byłam dosyć śmiałym dzieckiem i nie zorientowałam się, że może mieć złe zamiary. Gdyby matka wtedy nie wyjrzała przez okno to już by mnie nie było...-mówiła jeszcze przytomna Ingrid. Nie miała w oczach łez. Patrzyła ślepo w podłogę a głowa zwisała jej z łóżka. Niedaleko siedział Mino z butelką miętowej wódki również wpatrzony w dywan. Oboje lubili po alkoholu porozmawiać bo wtedy byli o wiele bardziej wylewni, niż na co dzień.
-Ja pierdole. Co ten typ dokładnie chciał ci zrobić?
-No wiesz. Zaczął mnie głaskać po głowie, mówić jakie mam ładne warkoczyki, potem, że w ogóle jestem bardzo ładną dziewczynką i mógłby mnie zabrać gdzieś, że przy jego domu jest dużo fajniejszy plac, że są 2 zjeżdżalnie a u nas nie było ani jednej. Które dziecko by na to nie poleciało?
-Tacy ludzie są obrzydliwi. Chciałbym ich wszystkich zabić. Jeden po drugim.-przysunął się do przyjaciółki i położył głowę na łóżku w ten sposób, że dotykał jej ramienia.
-Kurwa, tylko ktoś kto coś takiego przeżył wie o co chodzi. W sensie rozumiesz. To mnie teraz trochę niszczy. Niby nic się nie stało, żyję, jest ok. Ale gdzieś z tyłu głowy mam, że są na tym świecie tacy faceci, zwyrodnialcy. Czasem mam sny, w których znowu jestem małą dziewczynką, ale mam świadomość dorosłej osoby, wiem, że on zaraz przyjdzie i mnie gdzieś zabierze. Chcę uciekać ale nie mogę się ruszyć. Zazwyczaj budzę się kiedy on wysuwa te obleśne łapska do mojej twarzy.-Ingrid spojrzała na niego pierwszy raz od 20 minut i westchnęła. -Nie musisz dawać mi żadnej rady słoneczko. Wiem, że jesteś w tym chujowy.-lekko się uśmiechnęła.
-Ja nawet nie wiem co bym zrobił na twoim miejscu. Pewnie bym się dawno zabił. Nigdy nie miałem podobnej sytuacji. Jesteś najodważniejszą babeczką jaką znam, Ingrid.-pocałował ją w czoło i położył obok. -Mam pomysł. Miejmy w dupie tą hołotę, która właśnie roznosi ci chatę i chodźmy spać. Co ty na to? Jeśli mi odmówisz to i tak zasnę, ale na dywanie.
-No dobra. Ale pijemy jeszcze po jednym. To mój warunek.
-Nie mam kieliszków, a nie chce mi się wychodzić do tego rozpierdolu.-próbował się wymigać Mino. Wystarczająco szumiało mu w głowie.
-Tak jakbyś nigdy nie pił z gwinta. Daj spokój.-zabrała mu butelkę i wypiła solidny łyk kolorowej wódki. -Fuj. Co ty pijesz.-kąciki ust wykrzywiły się w dół.
-Wiesz, że nie piję czystej. Próbowałem, ale nie zmusisz mnie więcej do tego. -powiedział Mino na swoją obroną i wziął od Ingrid butelkę. Na jego twarzy zmalował się taki sam grymas jak u dziewczyny.
-No to dobranoc słoneczko.
-Słodkich snów.-powiedział z na wpół zamkniętymi powiekami.
Zasypiając myślał o rozmowie z Ingrid. Była jedną z nielicznych osób, którym potrafił szczerze współczuć. Cierpiał, kiedy ona cierpiała. Chciał dla niej tylko tego, co dobre. Co on zrobiłby w takiej sytuacji? Czy umiałby normalnie żyć? Poszedłby do psychologa? Byłby na tyle odważny żeby porozmawiać o tym z kimkolwiek, nawet z nią?
Kiedy wydawało się, że jego ciało odpłynęło do krainy snu w głowie zamajaczyło wspomnienie. Z przerażeniem otworzył oczy. Spojrzał na telefon. Nie spał, minęło dopiero 15 minut odkąd się położyli. Usiadł na łóżku i zaczął analizować obrazy, które jeszcze minutę temu miał przez oczami. To nie mogło być jego wspomnienie. Było jego. Tak, pamiętał urywki z tamtego dnia, ale był już pewny. Wiedział, że to się wydarzyło naprawdę, a nie było jedynie snem. Wiele lat temu zapomniał. Zakopał głęboko żeby nikt nie wiedział, nawet on sam. Wyparł myśl o tym, że będąc dzieckiem został skrzywdzony. Tej nocy już nie zasnął. Dopasowywał w głowie urywki ze swojego życia i starał się je połączyć w ciąg przyczynowo-skutkowy.
Miał wtedy 10 lat a Daniel był jego kolegą z klasy. Mama Daniela i Mino poznały się na którymś z zebrań. Od tamtej pory chłopcy często bawili się razem u Daniela a matki plotkowały w pokoju obok. Prawdopodobnie spotkania nigdy nie odbywały się u nich w domu ze względu na ojca alkoholika. Matka wstydziła się go. Z czasem Mino zaczął nocować u kolegi bo ich zabawy nie miały końca, poza tym Daniel miał naprawdę fajne zabawki, jego rodzice nieźle zarabiali i lubili rozpieszczać syna.
Była zima. Pamiętał dokładnie, że wtedy wyszli na sanki na ulicę i dostali za to niezłą burę od pani Hany. Po rozgrzewającej kąpieli i kubku ciepłego kakao matka Daniela położyła ich do łóżka i sama wyczerpana opieką nad dwoma energicznymi chłopcami poszła spać.
-Nie chce mi się spać.-powiedział szeptem Daniel.
-Mi też. Robimy coś? -zagadnął Mino.
-Mogę ci coś pokazać.
-Co?-wyczuwał nową zabawę, tym razem bez czujnego, opiekuńczego wzroku nad nimi.
-Możemy pobawić się w dom.
-Dziewczyny się w to bawią.-rozczarował się, zabawy wydała się głupia.
-Wcale nie, bawiłem się w to już ostatnio i było fajne. To co?-powiedział proszącym głosem Daniel.
-No dobra.-zgodził się.
Obok kanapy stała szafka nocka, a na niej włączona mała lampka. Dookoła panował półmrok.
Daniel obrócił się na łóżku. Był bliżej niż przed chwilą. Podsunął koszulkę Mino do góry. Spodnie od piżamy znajdowały się teraz na poziomie kolan. Mino poczuł na biodrach ciężar a następnie ruch. Patrzył w światło.
-Widziałem to na filmie.-powiedział Daniel.
Nie pamiętał co było dalej ani czy to powtórzyło się więcej razy. Nie wiedział. Nie był w stanie ulokować w czasie tego, co miało miejsce. Doskonale natomiast pamiętał światło żarówki rozchodzące się po pokoju kolegi.
Nie zauważył, kiedy na policzkach pojawiły się gorące łzy. Nie był sobą. Nie myślał nad tym, co robi. Chciał zaszyć się w ciemnym i zimnym miejscu, niedostępny dla nikogo.
-Blaze?
-Mino. Co jest? Dlaczego miałeś wyłączony telefon? Nie wiedziałem co z tobą, nie raczyłeś nawet odpisać.-Blaze miał troskliwy, ale pełen zdenerwowania głos.
-Chyba musimy porozmawiać...-zawiesił się, jak wtedy, gdy urządził sobie nocny spacer po kłótni z mamą.
-Słucham cię.-odpowiedział krótko. Nie wiedział czego się spodziewać.
-Ja nie jestem taki jak ty. I nie przerywaj mi, bo jeśli teraz nie dokończę to już nigdy tego nie powiem, rozumiesz? Ja się nie prosiłem o coś takiego i się taki nie urodziłem, mi to ktoś zrobił. Więc nie mów mi nigdy, że jestem jak ty. Przez niego taki jestem. I wcale nie wiem, czy chcę, nienawidzę siebie.-mówił szybko i chaotycznie. Nie szukał słów, wypowiadał swoje myśli od razu, jak gdyby bojąc się, że zaraz je zapomni, albo zmieni zdanie i zrezygnuje z mówienia Blaze'owi czegokolwiek.
-Płaczesz?-usłyszał histeryczny szloch.
-Tak.-dusił się łzami.
-Jesteś w stanie o tym mówić?
-Nie. Wolałbym napisać. Jeśli mogę.-przecież Mino nigdy nie pyta o zdanie, on robi, co chce. Blaze już wiedział, że było bardzo źle, Mino cierpiał.

-Czekam na twoją wiadomość. Martwię się...-Mino rozłączył się.

Rozdział 8 "Light"

Nie wierzył w to, co usłyszał. Czy da się być większym debilem? Wtedy uważał, że absolutnie nie. Właśnie wszedł na najwyższe stadium głupoty.
M: Ja ci coś takiego napisałem? Nie przypominam sobie?-jego głos był pełen strachu
B: A skąd uważasz miałbym wysunąć takie wnioski? Mogę ci podać nawet dokładną datę i przeczytać...-był dotknięty oskarżycielskim tonem głosu Mino. Chciał tylko zapytać czy chłopaka coś nie dręczy. Coraz bardziej przejmował się nim.
M: Czytaj.-wydał krótkie polecenie.
B: Zaczynam. 'Jeśli wyrwiesz piękny kwiat z ziemi, to owszem, w wazonie przeżyje jeszcze kilka dni, ale z każdym kolejnym będzie słabł. Aż z braku wody do życia uschnie. Czy to ja? Czy kiedykolwiek byłem kwiatem, czy tylko zbiorem niczego? Gdzie moja woda? Usycham. Ratujcie mnie. Niech ktoś mnie uratuje.'-na te słowa Mino spoważniał. Wiedział już, że zapisał je gdzieś, nie miał pojęcia, że sam wysłał je do Blaze'a. 'Pierdolony wypadek'-pomyślał Mino.
M: Dobra, nie czytaj dalej. Już się pośmialiśmy? Tak? To cześć, nie potrzebuję niczyjej pomocy, nie będę się zabijał ani nic z tych rzeczy, jestem zdrowy na umyśle-rozłączył się.
Nie wiedział, na kogo był zły. Czy Blaze nie mógł udawać, że nie dostał takiej wiadomości? Nikt go nie prosił żeby wchodził z butami w jego życie i mieszał w sprawy, które według Mino warte były zapomnienia.
*
M: Przepraszam. Mogę się wściekać tylko na siebie. Nie zrobiłeś nic złego. Po prostu ja się nie lubię obnosić ze swoimi uczuciami.
B: Według mnie byłeś kwiatem, i nadal nim jesteś.-napisał Blaze, stanął przy otwartym oknie i zapalił już trzeciego papierosa. Denerwował się. Wystukanie tych kilku słów wymagało bardzo dużo odwagi. Telefon zaczął dzwonić. Po chwili zawahania odebrał.
-Kąpię się. Nie mam dużo czasu. Zimno tu.-głos Mino był inny niż zwykle. Pełen wątpliwości, czy to, co chce zrobić jest słuszne. Słaby i drżący.
-Może dość już tej kąpieli? Idź spać, obaj mieliśmy ciężki dzień. Możemy jeszcze popisać, jak będziesz chciał. Opowiesz mi co z mamą i tym jej nowym facetem.-starał się prowadzić rozmowę tak, jak zwykle ale czuł, że tym razem coś jest inaczej.
-Zamknij się. I mnie nie pouczaj. Okej? Nic nie mów, tylko słuchaj.
-Co Ty robisz...?
-Wszyscy już śpią. Słuchaj.
Blaze czuł jak od stóp po czubek głowy przebiega go dreszcz, a ciało obiega przyjemne ciepło. Wiedział dokąd zmierza ta rozmowa. Nie mógł nad sobą zapanować. Czuł, że robi się twardy. Zamknął powieki słysząc płytki oddech i ciche pojękiwania Mino. Po kilku szybszych oddechach i gardłowym dźwięku poznał, że już skończył. Nie wiedział czy ma coś powiedzieć. Nie chciał kończyć. Chciał go teraz zobaczyć, a najbardziej chciał znaleźć się w wannie razem z nim i samemu sprawiać mu przyjemność. Nie myślał już racjonalnie.
-Przeżyłeś książę?-pierwszy odezwał się Mino.
-Tak. Fajny ten twój prezent na gwiazdkę.-roześmiał się, próbując pociągnąć rozmowę żeby nie stała się krępująca.
-Wreszcie wymyśliłem w miarę dobry prezent. Kolorowych snów.-tym razem zaśmiał się Mino.
Czuł, że Blaze zaraz napisze. Zawsze po rozmowie pisali jeszcze ze sobą długo. Przez to obydwaj chodzili niedospani.
B: Przez Ciebie mam problem w spodniach.
M: Ja już swój załatwiłem. Teraz twoja kolej.-ta gra coraz bardziej mu się podobała.
B: Skąd wiedziałeś, że mi się spodoba?
M: Dużo o Tobie wiem. Ty o mnie zresztą też. Gej radar na odległość?
B: Znalazłem Cię na fejsie. Nie masz dziewczyny. Jesteś przystojny. I przeglądasz te same blogi co ja. Musiałeś być gejem.
M: Trudny temat.
B: Trudny temat?

M: Myślę, że w niedalekiej przyszłości go poruszymy.  

czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 7 "Light"

Z kuchni dotarł do niego odgłos tłuczonego szkła.
-Nic ci nie jest mamo?-zawołał Blaze
-To nic kochanie, potłukłam tą salaterkę od cioci Agnes. Będę jej to musiała jakoś wytłumaczyć, mam nadzieję, że nie będzie na mnie zła.
-Najwyżej powiemy, że to ja. Mi wszystko leci z rąk, uwierzy.-krzyknął wychylając się ze schodów.
Mama Blaze'a, Nora wróciła do rodziny 3 dni temu. Nie widział jej od 3 miesięcy i chyba właśnie dlatego krępował się jej obecnością. Tęsknił za nią, ale przywykł do tego, że organizuje sobie czas sam, a tylko ciocia Agnes wpada raz na jakiś czas sprawdzić, czy wszystko gra. To nie tak, że był nieczuły. Miał do matki pretensje, że nie wzięła go ze sobą, tylko zostawiła na tak długo. Przecież mógł jej pomóc tam, w Szwajcarii. Był młody, energiczny i obyty w świecie więc z pewnością jego obecność przy świeżo zranionej mamie była wskazana. Wyjazd matki był konieczny, musiała załatwić wszystkie sprawy związane z rozwodem, tak, żeby raz na zawsze uwolnić się od męża. Dopóki Rob był zastępcą dyrektora działu kreatywnego w rodzinie państwa Corel nie działo się nic złego. Gdy awansował po odejściu na emeryturę przełożonego zaczęły się coraz częstsze delegacje, firmowe bankiety i przyjęcia. Do domu wracał późnymi wieczorami, obładowany papierami. Oddalił się od żony i syna, nie wrócił z konferencji nawet wtedy, gdy jego matka leżała w szpitalu po ciężkim zawale. Ten stan trwał przez ponad rok, aż Nora zorientowała się, że jej mąż układa sobie życie z kimś innym. Właściwie ułożył je na nowo już jakiś czas temu, bo jak się okazało miał ciężarną kochankę. Z jego tłumaczeń wynikało, że poznali się na jednym z eventów. Czuł się samotny i młoda Samantha zawróciła mu w głowie. Po wyrzuceniu męża za drzwi pani Corel długo miała wątpliwości czy dobrze zrobiła. Bała się, że sama sobie nie poradzi. Miała stałą pracę jako księgowa, ale zdawała sobie sprawę, że ich standard życia będzie musiał się znacznie obniżyć. Koniec z wycieczkami do Egiptu kiedy dookoła leżał śnieg, a temperatury sięgały poniżej 0^C. Dzięki namowom Blaze'a złożyła pozew o rozwód. Sprawa trwała długo gdyż Rob utrudniał przebieg rozwodu jak mógł, ukrywając się w Szwajcarii ze swoją nową rodziną. Nora jednak nie poddała się i wyjechała aby go odnaleźć i zmusić do rozwodu. Chcąc zachować resztki honoru postanowił przepisać rodzinny dom na syna. Tegoroczne Boże Narodzenie Nora spędzała już szczęśliwie jako niezamężna kobieta.
*

Było tak jak się spodziewał. Babcia była wkurwiająca a pod nogami plątały się dzieci. W kuchni przy tradycyjnym piecu krzątały się dwie ciocie. Darzył te kobiety sympatią od najmłodszych lat. Dziś nie dane było mu słuchać uwag na swój temat. Obiektem zainteresowań stała się mama i jej towarzysz. Mino było to bardzo na rękę. Korzystając z okazji wymknął się do parku. Ostatni raz był tu latem. Niewiele się zmieniło, ale teraz gałęzie pokrywała cienka warstwa puchu. Spod niego wystawały butwiejące liście. Za kilka miesięcy w tym miejscu wyrośnie pokrzywa a konary drzew pokryje delikatny mech. Będzie można dotknąć go i pozostawi na dłoni mączny, zielony ślad oraz subtelny zapach lasu. Platany zaczną zrzucać korę upodabniając się do gigantycznych wężów boa. Kilkanaście metrów dalej ścieżka miała dwa rozwidlenia. Poszedł w prawo, drogą prowadzącą do jeziora. Było zimno, ale przyjemnie. Przychodzili tu z dziadkiem, kiedy jeszcze żył i karmili łabędzie. Pewnego razu zwierzę wyszło na brzeg i zaczęło gonić Mino kiedy temu skończył się chleb i nie miał już czym poczęstować ptasiego przyjaciela. Strach, którego nabawił się będąc brzdącem zakorzenił się głęboko i to zbiorowisko białych piór, majestatycznie sunące po tafli wody powodowało u niego dreszcze jeśli znalazło się zbyt blisko. Otoczenie nastrajało go do rozmyślań. On sam, siedzący w bezruchu na ławce i uśpiona na pewien czas przyroda. Chciałby pokazać komuś to piękne miejsce. Sprawić, że poczuje się tak jak on, wsłucha w wewnętrzny rytm ziemi, opowie jej o swoich problemach, a ona odpowie tym samym. Nie pragnął przedstawiać nikogo rodzinie bo do niej nie żywił głębokich uczuć. Chciałby wytłumaczyć komuś, tej szczególnej osobie, która na to zasłuży jak zmienia się na przestrzeni miesięcy ta zapomniana leśna głusza. Byle jaki urzędnik w Brukseli nie ma o niej pojęcia, a może gdyby miał byłby szczęśliwszy. Tutaj Mino był sam ze sobą a jednak szczęśliwy. Zamknął oczy i głośno westchnął. Pragnął miłości, bez niej czuł się pusty. Bał się, że nie potrafi kochać.

Rozdział 6 "Light"

W rogu ekranu wyświetlała się godzina 2.30 a on nadal nie mógł spać. Frustracja wzrastała w nim, chociaż pobudka była przewidziana na 10. Teoretycznie dostał nakaz wstania o 9, o 10.30 mają już wyjeżdżać do babci żeby tam spędzić święta. Raz na kilka lat przyjeżdżali tam na różne okazje typu Wielkanoc czy Boże Narodzenie, nieraz pojawiali się tylko na tydzień lub dwa w wakacje, w zależności od tego ile urlopu dostała matka Mino. Chłopak nie lubił tam przebywać. Babcia od strony matki nie należała do najprzyjemniejszych krewnych. Wiejski krajobraz i zwierzęta napawały go zdumieniem i naprawdę kochałby to miejsce gdyby nie starsza, zrzędliwa i cyniczna kobieta. Zawsze go krytykowała. Jej zdaniem chłopak powinien zostać mechanikiem albo zająć się jakąś fizyczną robotą od najmłodszych lat, a nie uczyć się w mało przyszłościowym liceum, po którym i tak musi iść na studia bo inaczej może pracować co najwyżej jako kasjer albo wyjechać na zbiory truskawek za granicę. Babcia była uosobieniem tego, czego Mino bał się w starości. Tworzyła w swojej głowie historie, które nie miały miejsca, obrażała się z niewyjaśnionych powodów, była kłótliwa i satysfakcję sprawiało jej zadawanie bólu innym. Czy robiła to świadomie, czy starość i śmierć męża tak zmieniły jej charakter? Droga od jego rodzinnego miasta do położonej na zachodzie wsi zajmowała około 6h jazdy bez korków. To był ten miły aspekt wycieczki. Mógł włożyć w uszy słuchawki i delektować się ulubioną muzyką. Kiedy ostatnio miał tyle czasu na przyjemności? W dzień wyjazdu kobieta nie przewidywała spóźnień. Oprócz jej zorganizowania i punktualności dziś miało wydarzyć się coś ważnego. Chciała przedstawić Mino nowo poznanego mężczyznę. 'Czyli co, tatuś numer 2 czy może wujek?'-pomyślał, kiedy matka zawiadomiła go o swoich planach. Czy to zmieni w jakiś sposób jego życie? Ostatnio i tak więcej czasu jest w domu sam, więc życie rodzinne praktycznie nie istniało i przestał zadawać pytania o nieobecność matki. Cieszyło go nawet, że nikt nie wtrąca się w to, co robi, czy sprząta, czy gotuje. Minione 3 tygodnie prowadził studenckie życie i nikt go za to nie karał. Rodzice od 3 lat byli po rozwodzie jednak nie mieszkali ze sobą od roku. Od czasu przeprowadzki młody chłopak nie potrafił znaleźć sobie miejsca na świecie. Jeśli wyrwiesz piękny kwiat z ziemi, to owszem, w wazonie przeżyje jeszcze kilka dni, ale z każdym kolejnym będzie słabł aż z braku wody do życia uschnie. Stworzy dziwną formę przetrwalnikową. Tak czuł się Mino. Gra pozorów była jego codziennością. Grał, że sobie radzi, grał, że jest twardy i nic go nie wzrusza. Grał kogoś lepszego od innych, tak naprawdę bojąc się ludzi. Świat przestał być piękny, życie nie było wielką nagrodą od wyższej siły a jedynie przykrym obowiązkiem, który spadł na komórki tworzące jego organizm. Nie potrafił powiedzieć, dlaczego w ewoluującej przyrodzie taka jednostka jak on w ogóle powstała, a teraz jeszcze egzystuje.
Zmęczony przemyśleniami odpłynął do krainy snów, nie zdając sobie sprawy z tego, że każde z pojawiających się w głowie pytań zapisywał w wiadomości do nowo poznanego chłopaka. Niesforny policzek śpiącego Mino przesunął się po podświetlonym ekranie dotykając biały kwadrat ze zgrabnymi literami układającymi się w słowo 'wyślij'.
Poranek był trudniejszy niż zwykle. Za piętnaście dziesiąta kończył pić kawę, od której zaczynał każdy bez wyjątku dzień. Ubrał się tak, żeby było mu wygodnie w podróży ale też dopasował strój do okoliczności. Chociaż były to święta to nie mógł przesadzić, babcia znowu powiedziałaby, że przyjechał wystrojony jak baba i brakuje mu tylko kolczyków. Co prawda nie wiedziała, że w lewym uchu od 2 lat ma tunel bo zawsze efektownie ukrywał go podczas pobytu. Robił to głównie dla mamy, na te kilka dni mógł dostosować swój wizerunek do jej oczekiwań. Założył czarne, nie do przesady obcisłe dresy, biały t-shirt i oliwkowy sweter. 'Chyba może być'-pomyślał patrząc na swoja sylwetkę w lustrze. Lubił dobrze wyglądać, lubił spojrzenia innych na sobie. Spakował zapas papierosów, które ukradkiem palił za stodołą niby rozmawiając z kimś przez telefon i łapiąc zasięg, który był tak samo kiepski na podwórku jak w domu. Sprawdził jeszcze, czy wszystko spakował i dostał sygnał od mamy, że powinien już zejśc bo na niego czeka. Właściwie to czekają. No tak, zapomniał, że w te święta będzie miał nadprogramowego tatusia.
-Dzień dobry, jestem Karl-przedstawił się około czterdziestoletni mężczyzna, dosyć wysoki, z niedostatkiem włosów na głowie ale za to z nadmiarem kilogramów. Spojrzał na matkę. 'Kobieto, stać cię na kogoś przystojniejszego'-pomyślał.
-Dzień dobry. Miło mi poznać. Mino-wyciągnął rękę do nowego chłopaka mamy, jak żartobliwe go nazwał.
Po krótkiej, niezręcznej pogadance o dobrych warunkach pogodowych do jazdy i niezbyt srogiej zimie w trójkę załadowali się do auta, wcześniej upychając torby w dostatecznie zapełnionym już bagażniku.
-Komu w drogę, temu czas!-ochoczo roześmiał się mężczyzna, złapał matkę Mino za rękę, cmoknął czule w policzek po czym odpalił samochód.
Całej sytuacji przypatrywał się Mino, odrobinę zdegustowany tymi czułościami, a odrobinę zmieszany. Wolałby tego nie widzieć, odkąd pamięta takie gesty były dla niego niezrozumiałe. On sam nie czułby potrzeby trzymania za rękę jakiejś kobiety podczas jazdy samochodem. Po godzinie obserwowania monotonnego krajobrazu autostrady zorientował się, że nie wziął słuchawek. Był na siebie zły. Zastanawiał się co robi w święta Blaze. Może też jedzie właśnie do rodziny, żeby tam cieszyć się z narodzin osoby, która tysiące lat temu pozwoliła przybić się do krzyża w imię zbawienia wszystkich ludzi. 'Ja chyba pochodzę jednak od innego boga.'-pomyślał z rozdrażnieniem i ostentacyjnie przewrócił oczami.
Gdy usłyszał sygnał wiadomości zrozumiał, że oto rozpoczął się okres jakże szczerych i oryginalnych życzeń typu 'pogodnych, rodzinnych świąt oraz mocy prezentów'. Pomylił się.

B: Dasz mi swój adres?-Mino zdziwił się.
M: Po co?
B: Są święta, chciałem Ci coś wysłać. Nic wielkiego, nie bój się.
M: Nie boję się, po prostu tydzień będę u babci, więc nawet nie odbiorę przesyłki. Poza tym nie mam nic dla Ciebie, daj mi trochę czasu na wymyślenie prezentu.
B: Mówiłem, że to nic wielkiego więc nie musisz się odwdzięczać w żaden sposób.
M: Nie jestem aż tak egoistyczną kurwą jak sprawiam wrażenie. Luźno. Załatwię jakiś drobiazg.
Co mógł mu kupić? Był kreatywny ale w takich chwilach do głowy przychodziły mu tylko prezenty z gatunku śmiesznych, nieprzydatnych albo takich, które wprawiają obdarowanego w zażenowanie. Pomyślał o dobrych słodyczach. Każdy lubi słodycze. Nie, Aris, jego dobra koleżanka nie lubi nawet gorzkiej czekolady. Może coś do ubrania? Szalik! Jest zima, szalik na pewno mu się przyda. A jeśli nie to odda komuś. Zapakuje to w ładny, prążkowany papier i przyklei świąteczną gwiazdkę. Nie musi zdradzać się z niechęcią do świąt. Nauczył się udawać, że wcale tak bardzo nie drażni go świąteczna atmosfera przesadzonej uprzejmości i czekoladowe mikołaje czekające na sklepowych półkach od listopada aż ktoś wreszcie kupi je, i pochłonie tysiąc kalorii w 10 minut.

M: Mam jeszcze 4h drogi. Nudzi mi się. Co robisz?
B: Mama przyjechała, robi na dole jakieś jedzenie. Schowałem się w pokoju.
Mam pomysł. Jak już obydwaj będziemy mieli prezenty to może otwórzmy je razem, na skype?
M: Fajny pomysł. Dam znać kiedy wyślę. Ty też mi napisz, ok?

B: Jasne :)

Rozdział 5 "Light"

Dni mijały wolno, a każdą wolną chwilę Mino poświęcał nauce, co nie znalazło jednak konkretnego odbicia w jego sytuacji w szkole. Ta ani nie poprawiła się, ani nie pogorszyła. Był zdolnym uczniem, szybko przyswajał wiedzę ale szkołę nadal uważał za zło konieczne. Już nie mógł doczekać się przerwy świątecznej. Myśl o odpoczynku paradoksalnie sprawiała, że w szkole pojawiał się częściej niż zwykle. Podczas ostatniego tygodnia nauki przed Bożym Narodzeniem nie udało mu się utrzymać dobrej passy i zaspał na kartkówkę z chemii, która odbywała się o niesprzyjającej godzinie 8.
'Nie, teraz to ja już nigdzie nie idę, jak baba od chemii mnie zobaczy na korytarzu to przepadnę na wieki!'- pomyślał i postanowił tego dnia nie wychodzić z łóżka.
Ostatnio rozmawiali z Blazem coraz częściej. Zazwyczaj polegało to na wzajemnym opowiadaniu sobie jak spędzili dzień, dzielili się smutkami i radościami. Po, drugim już, nocnym incydencie wiedział, że może pisać i dzwonić do niego zawsze wtedy, kiedy będzie potrzebował rady, albo po prostu kiedy będzie chciał się wygadać i wyrzucić z siebie złość. Niejednokrotnie działa to lepiej niż sesja u psychologa lub kogoś podobnego, poza tym ma jedną zasadniczą zaletę, a mianowicie brak kosztów.
Tym razem Mino kolejny raz leżał zastanawiając się, czy może ktoś ze szkoły nie postanowi zadzwonić do jego matki z zapytaniem co takiego uniemożliwiło jej synowi dotarcie do szkoły. Gdyby on był swoim nauczycielem to dzwoniłby za każdym razem, kiedy podejrzany uczeń byłby nieobecny. A on sprawiał wrażenie takiego. Był mądry ale nie trzymał się żadnych regulaminów, poniekąd gardził ludźmi i z osobami z klasy utrzymywał znajomości ograniczające się do cześć na korytarzu. Poza szkołą udawał, że nikogo z nich po prostu nie zna. Nie sądził, żeby te znajomości były wartościowe. Za kilka lat prawdopodobnie zapomni ich imiona, nazwiska i będą sobie przypadkowymi przechodniami. Zawiesił dłonie z telefonem nad twarzą.
M:Znowu nie dotarłem do szkoły. Ups.
B: Normalnie powiedziałbym, że prosisz się o kłopoty, ale już przywykłem do twojej lekceważącej postawy.
M: Ja nikogo nie lekceważę, zwyczajnie zaspałem :(
B: Normalnie zrobiłbym Ci również wykład o przysparzaniu sobie kłopotów na własne życzenie, ale może to nawet dobrze, bo mnie też nie ma w szkole
M: Pan prymus na wagarach? Nie uwierzę dopóki nie zobaczę.
B: Zapraszamy na skype'a niewierny Mino. Nick taki jak na tumblr. Czekam.
M: To poczekasz jeszcze chwilę bo ja nie używam w ogóle, muszę założyć :)
Po kilku minutach założył już konto. Teraz przyszły wątpliwości. Niby wiedział, jak wygląda blondyn bo nie raz opisywali siebie w czasie rozmów, wysyłali sobie zdjęcia z dzieciństwa. Znalazł też Blaze'a na Facebooku, ale nie mówił mu o tym. Nie chciał ingerować w jego tożsamość i codzienne życie. Nie czuł się co do tego uprawniony. Bał się, że nie będą mieli o czym rozmawiać. Pisanie czy nawet rozmowa przez telefon to coś innego. Nie widzisz twarzy drugiej osoby, sytuacja jest bardziej anonimowa, a właśnie dzięki tej anonimowości ich znajomość była tak dobra i tak szybko się rozwijała. Nie musieli udawać tego, co w codziennych kontaktach z ludźmi. Ludzie przybierają różne maski na potrzeby różnych sytuacji, między nimi było inaczej, bo każdy startował z czystą kartą co oczywiście mogło oznaczać też kłamstwa. Możliwość stworzenia siebie od podstaw niesie niebezpieczeństwo dodawania tego, czego nie ma i pomijania niektórych faktów. Nie było jak potwierdzić słów tego drugiego, więc musieli uwierzyć sobie nawzajem. Usiadł po turecku na łóżku i poprawił włosy. Były już dość długie, nie był u fryzjera dobre 4 miesiące. Zobaczył jeszcze w kamerce jak wygląda i zadzwonił. Po chwili ładowania ekranu zobaczył niebieski fotel na tle jasnego pokoju. Nie było jednak chłopaka.
-Słyszysz mnie?-zapytał Blaze
-Słyszę. Ale Cie nie widzę i to jest bardzo nie fair bo ja się pokazałem. Liczę do 3 i potem się rozłączam.-powiedział obrażonym głosem
-Już jestem, podłączałem słuchawki!-na ekranie pojawił się blondyn z nieco dłuższą grzywką i krótszymi bokami. Mino przez chwilę wpatrywał się w niego zanim się odezwał.
-Jak patrzę na ciebie to mam wrażenie, że powinienem iść do fryzjera.
-Mi tam się podobasz w takich włosach.-rzucił Blaze jakby była to najnormalniejsza rzecz jaką jeden chłopak mówi drugiemu. Mino zrobiło się... dziwnie. Nie wiedział jak inaczej może określić to uczucie. Taki sam wstyd czuł po pierwszej rozmowie, kiedy Blaze wracał do domu w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Instynktownie nacisnął czerwony przycisk. Dopiero po chwili zorientował się jak głupio musiało to wyglądać. Może powiedzieć, że miał problemy z internetem i go rozłączyło? Albo z prądem? 'A może po prostu napisać prawdę, idioto?'-pomyślał w końcu. Nie chciał kłamać, bo czuł się już wystarczająco upokorzony swoim zachowaniem. Zdobył się na odwagę i napisał smsa.
M: Przepraszam. Dziwnie mi z Tobą rozmawiać tzn widzieć twoją twarz kiedy gadamy.
B: Tylko o to chodzi? Nie wiem po co mówiłem to o włosach, jakoś głupio to zabrzmiało, sorry XD Po prostu jestem włosowym freakiem :D
M: Hahaha, nie no co ty, nie o to chodzi. Jest ok, zgadamy się jeszcze innym razem.
Nic nie wskazywało na to, że jest okej. Policzki Mino pokryły się purpurą, która nie chciała zniknąć. Położył się i głowę miał pełną pytań. Czuł, że jeśli rozmowa trwałaby 5 minut dłużej to zwymiotowałby śniadanie. Mimo to czuł niezrozumiałą potrzebę, żeby zrobić drugie podejście do tego typy rozmowy. Chciałby zobaczyć miodowe włosy i lepiej im się przyjrzeć, w rogu stało chyba łóżko? To tam musiał leżeć Blaze kiedy rozmawiali czy pisali w nocy. Nie mógł sobie jednak zdawać sprawy, że to tam Blaze przekopywał cały internet chcąc dowiedzieć się o nowym znajomym wszystkiego, co mogłoby ułatwić mu pomoc Mino. Blaze bardzo chciał mu pomóc, lecz nie wiedział do końca jak bo i nie znał wszystkich jego rozterek.