czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 7 "Light"

Z kuchni dotarł do niego odgłos tłuczonego szkła.
-Nic ci nie jest mamo?-zawołał Blaze
-To nic kochanie, potłukłam tą salaterkę od cioci Agnes. Będę jej to musiała jakoś wytłumaczyć, mam nadzieję, że nie będzie na mnie zła.
-Najwyżej powiemy, że to ja. Mi wszystko leci z rąk, uwierzy.-krzyknął wychylając się ze schodów.
Mama Blaze'a, Nora wróciła do rodziny 3 dni temu. Nie widział jej od 3 miesięcy i chyba właśnie dlatego krępował się jej obecnością. Tęsknił za nią, ale przywykł do tego, że organizuje sobie czas sam, a tylko ciocia Agnes wpada raz na jakiś czas sprawdzić, czy wszystko gra. To nie tak, że był nieczuły. Miał do matki pretensje, że nie wzięła go ze sobą, tylko zostawiła na tak długo. Przecież mógł jej pomóc tam, w Szwajcarii. Był młody, energiczny i obyty w świecie więc z pewnością jego obecność przy świeżo zranionej mamie była wskazana. Wyjazd matki był konieczny, musiała załatwić wszystkie sprawy związane z rozwodem, tak, żeby raz na zawsze uwolnić się od męża. Dopóki Rob był zastępcą dyrektora działu kreatywnego w rodzinie państwa Corel nie działo się nic złego. Gdy awansował po odejściu na emeryturę przełożonego zaczęły się coraz częstsze delegacje, firmowe bankiety i przyjęcia. Do domu wracał późnymi wieczorami, obładowany papierami. Oddalił się od żony i syna, nie wrócił z konferencji nawet wtedy, gdy jego matka leżała w szpitalu po ciężkim zawale. Ten stan trwał przez ponad rok, aż Nora zorientowała się, że jej mąż układa sobie życie z kimś innym. Właściwie ułożył je na nowo już jakiś czas temu, bo jak się okazało miał ciężarną kochankę. Z jego tłumaczeń wynikało, że poznali się na jednym z eventów. Czuł się samotny i młoda Samantha zawróciła mu w głowie. Po wyrzuceniu męża za drzwi pani Corel długo miała wątpliwości czy dobrze zrobiła. Bała się, że sama sobie nie poradzi. Miała stałą pracę jako księgowa, ale zdawała sobie sprawę, że ich standard życia będzie musiał się znacznie obniżyć. Koniec z wycieczkami do Egiptu kiedy dookoła leżał śnieg, a temperatury sięgały poniżej 0^C. Dzięki namowom Blaze'a złożyła pozew o rozwód. Sprawa trwała długo gdyż Rob utrudniał przebieg rozwodu jak mógł, ukrywając się w Szwajcarii ze swoją nową rodziną. Nora jednak nie poddała się i wyjechała aby go odnaleźć i zmusić do rozwodu. Chcąc zachować resztki honoru postanowił przepisać rodzinny dom na syna. Tegoroczne Boże Narodzenie Nora spędzała już szczęśliwie jako niezamężna kobieta.
*

Było tak jak się spodziewał. Babcia była wkurwiająca a pod nogami plątały się dzieci. W kuchni przy tradycyjnym piecu krzątały się dwie ciocie. Darzył te kobiety sympatią od najmłodszych lat. Dziś nie dane było mu słuchać uwag na swój temat. Obiektem zainteresowań stała się mama i jej towarzysz. Mino było to bardzo na rękę. Korzystając z okazji wymknął się do parku. Ostatni raz był tu latem. Niewiele się zmieniło, ale teraz gałęzie pokrywała cienka warstwa puchu. Spod niego wystawały butwiejące liście. Za kilka miesięcy w tym miejscu wyrośnie pokrzywa a konary drzew pokryje delikatny mech. Będzie można dotknąć go i pozostawi na dłoni mączny, zielony ślad oraz subtelny zapach lasu. Platany zaczną zrzucać korę upodabniając się do gigantycznych wężów boa. Kilkanaście metrów dalej ścieżka miała dwa rozwidlenia. Poszedł w prawo, drogą prowadzącą do jeziora. Było zimno, ale przyjemnie. Przychodzili tu z dziadkiem, kiedy jeszcze żył i karmili łabędzie. Pewnego razu zwierzę wyszło na brzeg i zaczęło gonić Mino kiedy temu skończył się chleb i nie miał już czym poczęstować ptasiego przyjaciela. Strach, którego nabawił się będąc brzdącem zakorzenił się głęboko i to zbiorowisko białych piór, majestatycznie sunące po tafli wody powodowało u niego dreszcze jeśli znalazło się zbyt blisko. Otoczenie nastrajało go do rozmyślań. On sam, siedzący w bezruchu na ławce i uśpiona na pewien czas przyroda. Chciałby pokazać komuś to piękne miejsce. Sprawić, że poczuje się tak jak on, wsłucha w wewnętrzny rytm ziemi, opowie jej o swoich problemach, a ona odpowie tym samym. Nie pragnął przedstawiać nikogo rodzinie bo do niej nie żywił głębokich uczuć. Chciałby wytłumaczyć komuś, tej szczególnej osobie, która na to zasłuży jak zmienia się na przestrzeni miesięcy ta zapomniana leśna głusza. Byle jaki urzędnik w Brukseli nie ma o niej pojęcia, a może gdyby miał byłby szczęśliwszy. Tutaj Mino był sam ze sobą a jednak szczęśliwy. Zamknął oczy i głośno westchnął. Pragnął miłości, bez niej czuł się pusty. Bał się, że nie potrafi kochać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz