sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 10 "Light"

M: Nie oceniaj mnie po przeczytaniu tego. Sam nie jestem w stanie siebie ocenić ani tego, kim jestem. Kilka lat temu, kiedy jeszcze cieszyły mnie takie rzeczy jak lepienie bałwana zimą miałem w klasie bardzo dobrego kolegę. Przyjaciela, Daniela. Daniel byłby naprawdę fajnym wspomnieniem z mojego życia gdyby nie to, że w wieku 10 lat postanowił pobawić się ze mną w dom, albo raczej w mamę i w tatę. Albo w tatę i w tatę? Nie wiem, może ja byłem mamą, bo to on był na górze. Gdybym go teraz zobaczył to bym go zabił. Nie, nie przesadzam. Nie za to, co mi zrobił, bo on był dzieckiem, takim samym jak ja. Nie rozumiał. Bo ja nie rozumiałem, i kurwa, nadal nie bardzo rozumiem, wiesz? Nie pamiętałem tego długie lata. Podobno ofiary pedofilii czasami zapominają. Oglądałeś zły dotyk? Ja oglądałem, szkoda, że nie rozkminiłem wtedy, że sam mam dziury w pamięci. I że nie wiem, dlaczego jestem spierdolony. Nie wiem czy to ta sama kategoria zaburzeń psychicznych, bo po 1. nikt mnie nie zgwałcił, po 2. Daniel miał 10 lat. Nie zrozum mnie źle. Ale ja nie wiem jaki bym był gdyby nie to. Powinienem bać się tego. Kiedy facet mnie dotyka. Ale nie potrafię. Chcę żeby któryś kiedyś to robił, a jak na razie zdarzyło się to tylko w sytuacji, która mnie brzydzi, kiedy o niej pomyślę. Nie potrafię z dziewczyną. To nie to. Tyle wiem. Nie wiem czy to zaakceptujesz. Ja siebie nie akceptuję. Przepraszam.
B: Gdybym Cię odrzucił przez coś takiego to chyba należałaby mi się cegła z nieba w łeb żeby wróciło mi racjonalne myślenie. Jesteś cudowny, wiesz? Rozmawiam z Tobą codziennie od kilku miesięcy. Piszemy godzinami. Znasz mój plan dnia, a ja twój. Wiesz, kiedy idę na imprezę, kiedy jestem w szkole a kiedy leżę przed telewizorem i nic nie robię. Zapewne nie wiesz, że myślę o Tobie przy każdej czynności, jaką wykonuję. Patrzę na szafkę w kuchni i pamiętam, że dzwoniłeś dwa tygodnie temu i wyciągałem wtedy płatki. A kiedy nie piszesz albo nie dzwonisz chcę wsiąść w pierwszy lepszy autobus i przyjechać żeby sprawdzić, czy wszystko jest z Tobą okej, bo może coś się stało, jesteś w szpitalu a mnie nikt nie powiadomi, bo nikt z twojego otoczenia nie wie, że znasz takie jednego typa z internetu. Nie traktuj tego jak wyrzutu. Szanuję to. Nie wiem, jak mam odbierać twój prezent dla mnie... Ale wiem, że jestem dla Ciebie i zawsze będę, bo za bardzo przywykłem do tego, że jesteśmy cały czas w kontakcie. Możesz mi mówić o wszystkim i nigdy tego nie potępię.
M: Chciałbym żebyś przyjechał. Za jakiś czas. Za miesiąc lub dwa. Nie umiem nawet z Tobą rozmawiać przez telefon tak, jak bym chciał, bo się boję.
B: Ty się boisz? Ty się niczego nie boisz :)))))))))
M: Bałem się Ciebie jak do mnie pierwszy raz napisałeś. Stwierdziłem, że jesteś chory psychicznie. Teraz wyszło, że to ja sam jestem spierdolony.
B: Powiedz tak brzydko o sobie jeszcze raz to obiecuję, że nie przyjadę.
M: Jebany szantażysta.
B: Już myślałem, że zostaniesz miły.

M: Chyba mi lepiej. Normalnieję. Dzięki.

Rozdział 9 "Light"

Składanie świątecznych życzeń nie sprawiało Mino frajdy. Mógł życzyć wszystkim członkom rodziny samych pomyślności w życiu ale ta perspektywa niezbyt mu się podobała. Chciałby raz złożyć szczere życzenia, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby. Babci życzyłby żeby przestała być wredna i samolubna. Mamie żeby nauczyła się z nim żyć. Czego mógł życzyć Karlowi? Żeby schudł i dobrze traktował jego matkę. Wujom żeby zadbali o swoje dzieci, którym nie poświęcali uwagi. Kuzynom żeby wzięli życie w swoje ręce, wykształcili się i odbili od rodziny, która nie pozwala im patrzeć poza horyzont. Cioci żeby była nadal tak samo miła, ale żeby mniej plotkowała o koleżankach ze wsi. Sobie życzyłby trzech tygodni izolatki.
Barszcz smakował jak zwykła zupa. Pierogi były dobre, jak ostatnio kiedy je jadł. Ciasto smakowało jak to, które czasami bez okazji piekła mama w piątki. Sałatka jak co poniedziałek z marchwi, na której gotował się rosół w niedzielny poranek. Tylko grzybowa była inna bo zwyczajnie robiła ją ciocia, a nie mama. Mógł też zjeść rybę, której normalnie w domu nikt nie robił, bo matka nie znosiła jej smaku, a zapach niwelowała przez tygodniowe wietrzenie i masę odświeżaczy do kontaktu, które drażniły Mino nienaturalną wonią.
W ciszy i z udawanym uśmiechem przetrwał te schematyczne 3 dni.
Droga do domu zajęła dużo czasu. Przed odjazdem wziął leki i całe 6 godzin przespał. Miał jeszcze 4 dni wolnego. Mama jechała do rodziców Karla złożyć wizytę zapoznawczą. 'Ja też będę musiał poznać nowych dziadków?'-pomyślał z kpiącym uśmiechem kiedy leżał już na swoim wygodnym łóżku. Blaze pisał do niego codziennie ale wyłączył telefon. Chciał się odciąć i pomyśleć dopóki był z dala od swojej codzienności, w którą nieświadomie wpuścił chłopaka.
Nie chciał tak. Odpychał od siebie tą myśl, ale wiedział od dawna, że sam się okłamuje. Udaje, że problemu nie ma. Bardzo chciał żeby podobały mu się dziewczyny, ale to nigdy nie wychodziło. Przy żadnej nie poczuł przysłowiowych motyli w brzuchu. Świetnie się z nimi dogadywał jako z przyjaciółkami, ale nie potrafił którejś chociażby pocałować, bo wydawało mu się to śmieszne, a przecież całuje się żeby coś wyrazić. Tak przynajmniej uważał. Zaczął wszystko rozumieć kilka miesięcy temu na imprezie u Ingrid, gdzie nie brakowało alkoholu.
-Czujesz, miałam może 6 lat, bawiłam się na placu przed blokiem a koleś podszedł i zaczął zagadywać. Byłam dosyć śmiałym dzieckiem i nie zorientowałam się, że może mieć złe zamiary. Gdyby matka wtedy nie wyjrzała przez okno to już by mnie nie było...-mówiła jeszcze przytomna Ingrid. Nie miała w oczach łez. Patrzyła ślepo w podłogę a głowa zwisała jej z łóżka. Niedaleko siedział Mino z butelką miętowej wódki również wpatrzony w dywan. Oboje lubili po alkoholu porozmawiać bo wtedy byli o wiele bardziej wylewni, niż na co dzień.
-Ja pierdole. Co ten typ dokładnie chciał ci zrobić?
-No wiesz. Zaczął mnie głaskać po głowie, mówić jakie mam ładne warkoczyki, potem, że w ogóle jestem bardzo ładną dziewczynką i mógłby mnie zabrać gdzieś, że przy jego domu jest dużo fajniejszy plac, że są 2 zjeżdżalnie a u nas nie było ani jednej. Które dziecko by na to nie poleciało?
-Tacy ludzie są obrzydliwi. Chciałbym ich wszystkich zabić. Jeden po drugim.-przysunął się do przyjaciółki i położył głowę na łóżku w ten sposób, że dotykał jej ramienia.
-Kurwa, tylko ktoś kto coś takiego przeżył wie o co chodzi. W sensie rozumiesz. To mnie teraz trochę niszczy. Niby nic się nie stało, żyję, jest ok. Ale gdzieś z tyłu głowy mam, że są na tym świecie tacy faceci, zwyrodnialcy. Czasem mam sny, w których znowu jestem małą dziewczynką, ale mam świadomość dorosłej osoby, wiem, że on zaraz przyjdzie i mnie gdzieś zabierze. Chcę uciekać ale nie mogę się ruszyć. Zazwyczaj budzę się kiedy on wysuwa te obleśne łapska do mojej twarzy.-Ingrid spojrzała na niego pierwszy raz od 20 minut i westchnęła. -Nie musisz dawać mi żadnej rady słoneczko. Wiem, że jesteś w tym chujowy.-lekko się uśmiechnęła.
-Ja nawet nie wiem co bym zrobił na twoim miejscu. Pewnie bym się dawno zabił. Nigdy nie miałem podobnej sytuacji. Jesteś najodważniejszą babeczką jaką znam, Ingrid.-pocałował ją w czoło i położył obok. -Mam pomysł. Miejmy w dupie tą hołotę, która właśnie roznosi ci chatę i chodźmy spać. Co ty na to? Jeśli mi odmówisz to i tak zasnę, ale na dywanie.
-No dobra. Ale pijemy jeszcze po jednym. To mój warunek.
-Nie mam kieliszków, a nie chce mi się wychodzić do tego rozpierdolu.-próbował się wymigać Mino. Wystarczająco szumiało mu w głowie.
-Tak jakbyś nigdy nie pił z gwinta. Daj spokój.-zabrała mu butelkę i wypiła solidny łyk kolorowej wódki. -Fuj. Co ty pijesz.-kąciki ust wykrzywiły się w dół.
-Wiesz, że nie piję czystej. Próbowałem, ale nie zmusisz mnie więcej do tego. -powiedział Mino na swoją obroną i wziął od Ingrid butelkę. Na jego twarzy zmalował się taki sam grymas jak u dziewczyny.
-No to dobranoc słoneczko.
-Słodkich snów.-powiedział z na wpół zamkniętymi powiekami.
Zasypiając myślał o rozmowie z Ingrid. Była jedną z nielicznych osób, którym potrafił szczerze współczuć. Cierpiał, kiedy ona cierpiała. Chciał dla niej tylko tego, co dobre. Co on zrobiłby w takiej sytuacji? Czy umiałby normalnie żyć? Poszedłby do psychologa? Byłby na tyle odważny żeby porozmawiać o tym z kimkolwiek, nawet z nią?
Kiedy wydawało się, że jego ciało odpłynęło do krainy snu w głowie zamajaczyło wspomnienie. Z przerażeniem otworzył oczy. Spojrzał na telefon. Nie spał, minęło dopiero 15 minut odkąd się położyli. Usiadł na łóżku i zaczął analizować obrazy, które jeszcze minutę temu miał przez oczami. To nie mogło być jego wspomnienie. Było jego. Tak, pamiętał urywki z tamtego dnia, ale był już pewny. Wiedział, że to się wydarzyło naprawdę, a nie było jedynie snem. Wiele lat temu zapomniał. Zakopał głęboko żeby nikt nie wiedział, nawet on sam. Wyparł myśl o tym, że będąc dzieckiem został skrzywdzony. Tej nocy już nie zasnął. Dopasowywał w głowie urywki ze swojego życia i starał się je połączyć w ciąg przyczynowo-skutkowy.
Miał wtedy 10 lat a Daniel był jego kolegą z klasy. Mama Daniela i Mino poznały się na którymś z zebrań. Od tamtej pory chłopcy często bawili się razem u Daniela a matki plotkowały w pokoju obok. Prawdopodobnie spotkania nigdy nie odbywały się u nich w domu ze względu na ojca alkoholika. Matka wstydziła się go. Z czasem Mino zaczął nocować u kolegi bo ich zabawy nie miały końca, poza tym Daniel miał naprawdę fajne zabawki, jego rodzice nieźle zarabiali i lubili rozpieszczać syna.
Była zima. Pamiętał dokładnie, że wtedy wyszli na sanki na ulicę i dostali za to niezłą burę od pani Hany. Po rozgrzewającej kąpieli i kubku ciepłego kakao matka Daniela położyła ich do łóżka i sama wyczerpana opieką nad dwoma energicznymi chłopcami poszła spać.
-Nie chce mi się spać.-powiedział szeptem Daniel.
-Mi też. Robimy coś? -zagadnął Mino.
-Mogę ci coś pokazać.
-Co?-wyczuwał nową zabawę, tym razem bez czujnego, opiekuńczego wzroku nad nimi.
-Możemy pobawić się w dom.
-Dziewczyny się w to bawią.-rozczarował się, zabawy wydała się głupia.
-Wcale nie, bawiłem się w to już ostatnio i było fajne. To co?-powiedział proszącym głosem Daniel.
-No dobra.-zgodził się.
Obok kanapy stała szafka nocka, a na niej włączona mała lampka. Dookoła panował półmrok.
Daniel obrócił się na łóżku. Był bliżej niż przed chwilą. Podsunął koszulkę Mino do góry. Spodnie od piżamy znajdowały się teraz na poziomie kolan. Mino poczuł na biodrach ciężar a następnie ruch. Patrzył w światło.
-Widziałem to na filmie.-powiedział Daniel.
Nie pamiętał co było dalej ani czy to powtórzyło się więcej razy. Nie wiedział. Nie był w stanie ulokować w czasie tego, co miało miejsce. Doskonale natomiast pamiętał światło żarówki rozchodzące się po pokoju kolegi.
Nie zauważył, kiedy na policzkach pojawiły się gorące łzy. Nie był sobą. Nie myślał nad tym, co robi. Chciał zaszyć się w ciemnym i zimnym miejscu, niedostępny dla nikogo.
-Blaze?
-Mino. Co jest? Dlaczego miałeś wyłączony telefon? Nie wiedziałem co z tobą, nie raczyłeś nawet odpisać.-Blaze miał troskliwy, ale pełen zdenerwowania głos.
-Chyba musimy porozmawiać...-zawiesił się, jak wtedy, gdy urządził sobie nocny spacer po kłótni z mamą.
-Słucham cię.-odpowiedział krótko. Nie wiedział czego się spodziewać.
-Ja nie jestem taki jak ty. I nie przerywaj mi, bo jeśli teraz nie dokończę to już nigdy tego nie powiem, rozumiesz? Ja się nie prosiłem o coś takiego i się taki nie urodziłem, mi to ktoś zrobił. Więc nie mów mi nigdy, że jestem jak ty. Przez niego taki jestem. I wcale nie wiem, czy chcę, nienawidzę siebie.-mówił szybko i chaotycznie. Nie szukał słów, wypowiadał swoje myśli od razu, jak gdyby bojąc się, że zaraz je zapomni, albo zmieni zdanie i zrezygnuje z mówienia Blaze'owi czegokolwiek.
-Płaczesz?-usłyszał histeryczny szloch.
-Tak.-dusił się łzami.
-Jesteś w stanie o tym mówić?
-Nie. Wolałbym napisać. Jeśli mogę.-przecież Mino nigdy nie pyta o zdanie, on robi, co chce. Blaze już wiedział, że było bardzo źle, Mino cierpiał.

-Czekam na twoją wiadomość. Martwię się...-Mino rozłączył się.

Rozdział 8 "Light"

Nie wierzył w to, co usłyszał. Czy da się być większym debilem? Wtedy uważał, że absolutnie nie. Właśnie wszedł na najwyższe stadium głupoty.
M: Ja ci coś takiego napisałem? Nie przypominam sobie?-jego głos był pełen strachu
B: A skąd uważasz miałbym wysunąć takie wnioski? Mogę ci podać nawet dokładną datę i przeczytać...-był dotknięty oskarżycielskim tonem głosu Mino. Chciał tylko zapytać czy chłopaka coś nie dręczy. Coraz bardziej przejmował się nim.
M: Czytaj.-wydał krótkie polecenie.
B: Zaczynam. 'Jeśli wyrwiesz piękny kwiat z ziemi, to owszem, w wazonie przeżyje jeszcze kilka dni, ale z każdym kolejnym będzie słabł. Aż z braku wody do życia uschnie. Czy to ja? Czy kiedykolwiek byłem kwiatem, czy tylko zbiorem niczego? Gdzie moja woda? Usycham. Ratujcie mnie. Niech ktoś mnie uratuje.'-na te słowa Mino spoważniał. Wiedział już, że zapisał je gdzieś, nie miał pojęcia, że sam wysłał je do Blaze'a. 'Pierdolony wypadek'-pomyślał Mino.
M: Dobra, nie czytaj dalej. Już się pośmialiśmy? Tak? To cześć, nie potrzebuję niczyjej pomocy, nie będę się zabijał ani nic z tych rzeczy, jestem zdrowy na umyśle-rozłączył się.
Nie wiedział, na kogo był zły. Czy Blaze nie mógł udawać, że nie dostał takiej wiadomości? Nikt go nie prosił żeby wchodził z butami w jego życie i mieszał w sprawy, które według Mino warte były zapomnienia.
*
M: Przepraszam. Mogę się wściekać tylko na siebie. Nie zrobiłeś nic złego. Po prostu ja się nie lubię obnosić ze swoimi uczuciami.
B: Według mnie byłeś kwiatem, i nadal nim jesteś.-napisał Blaze, stanął przy otwartym oknie i zapalił już trzeciego papierosa. Denerwował się. Wystukanie tych kilku słów wymagało bardzo dużo odwagi. Telefon zaczął dzwonić. Po chwili zawahania odebrał.
-Kąpię się. Nie mam dużo czasu. Zimno tu.-głos Mino był inny niż zwykle. Pełen wątpliwości, czy to, co chce zrobić jest słuszne. Słaby i drżący.
-Może dość już tej kąpieli? Idź spać, obaj mieliśmy ciężki dzień. Możemy jeszcze popisać, jak będziesz chciał. Opowiesz mi co z mamą i tym jej nowym facetem.-starał się prowadzić rozmowę tak, jak zwykle ale czuł, że tym razem coś jest inaczej.
-Zamknij się. I mnie nie pouczaj. Okej? Nic nie mów, tylko słuchaj.
-Co Ty robisz...?
-Wszyscy już śpią. Słuchaj.
Blaze czuł jak od stóp po czubek głowy przebiega go dreszcz, a ciało obiega przyjemne ciepło. Wiedział dokąd zmierza ta rozmowa. Nie mógł nad sobą zapanować. Czuł, że robi się twardy. Zamknął powieki słysząc płytki oddech i ciche pojękiwania Mino. Po kilku szybszych oddechach i gardłowym dźwięku poznał, że już skończył. Nie wiedział czy ma coś powiedzieć. Nie chciał kończyć. Chciał go teraz zobaczyć, a najbardziej chciał znaleźć się w wannie razem z nim i samemu sprawiać mu przyjemność. Nie myślał już racjonalnie.
-Przeżyłeś książę?-pierwszy odezwał się Mino.
-Tak. Fajny ten twój prezent na gwiazdkę.-roześmiał się, próbując pociągnąć rozmowę żeby nie stała się krępująca.
-Wreszcie wymyśliłem w miarę dobry prezent. Kolorowych snów.-tym razem zaśmiał się Mino.
Czuł, że Blaze zaraz napisze. Zawsze po rozmowie pisali jeszcze ze sobą długo. Przez to obydwaj chodzili niedospani.
B: Przez Ciebie mam problem w spodniach.
M: Ja już swój załatwiłem. Teraz twoja kolej.-ta gra coraz bardziej mu się podobała.
B: Skąd wiedziałeś, że mi się spodoba?
M: Dużo o Tobie wiem. Ty o mnie zresztą też. Gej radar na odległość?
B: Znalazłem Cię na fejsie. Nie masz dziewczyny. Jesteś przystojny. I przeglądasz te same blogi co ja. Musiałeś być gejem.
M: Trudny temat.
B: Trudny temat?

M: Myślę, że w niedalekiej przyszłości go poruszymy.  

czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 7 "Light"

Z kuchni dotarł do niego odgłos tłuczonego szkła.
-Nic ci nie jest mamo?-zawołał Blaze
-To nic kochanie, potłukłam tą salaterkę od cioci Agnes. Będę jej to musiała jakoś wytłumaczyć, mam nadzieję, że nie będzie na mnie zła.
-Najwyżej powiemy, że to ja. Mi wszystko leci z rąk, uwierzy.-krzyknął wychylając się ze schodów.
Mama Blaze'a, Nora wróciła do rodziny 3 dni temu. Nie widział jej od 3 miesięcy i chyba właśnie dlatego krępował się jej obecnością. Tęsknił za nią, ale przywykł do tego, że organizuje sobie czas sam, a tylko ciocia Agnes wpada raz na jakiś czas sprawdzić, czy wszystko gra. To nie tak, że był nieczuły. Miał do matki pretensje, że nie wzięła go ze sobą, tylko zostawiła na tak długo. Przecież mógł jej pomóc tam, w Szwajcarii. Był młody, energiczny i obyty w świecie więc z pewnością jego obecność przy świeżo zranionej mamie była wskazana. Wyjazd matki był konieczny, musiała załatwić wszystkie sprawy związane z rozwodem, tak, żeby raz na zawsze uwolnić się od męża. Dopóki Rob był zastępcą dyrektora działu kreatywnego w rodzinie państwa Corel nie działo się nic złego. Gdy awansował po odejściu na emeryturę przełożonego zaczęły się coraz częstsze delegacje, firmowe bankiety i przyjęcia. Do domu wracał późnymi wieczorami, obładowany papierami. Oddalił się od żony i syna, nie wrócił z konferencji nawet wtedy, gdy jego matka leżała w szpitalu po ciężkim zawale. Ten stan trwał przez ponad rok, aż Nora zorientowała się, że jej mąż układa sobie życie z kimś innym. Właściwie ułożył je na nowo już jakiś czas temu, bo jak się okazało miał ciężarną kochankę. Z jego tłumaczeń wynikało, że poznali się na jednym z eventów. Czuł się samotny i młoda Samantha zawróciła mu w głowie. Po wyrzuceniu męża za drzwi pani Corel długo miała wątpliwości czy dobrze zrobiła. Bała się, że sama sobie nie poradzi. Miała stałą pracę jako księgowa, ale zdawała sobie sprawę, że ich standard życia będzie musiał się znacznie obniżyć. Koniec z wycieczkami do Egiptu kiedy dookoła leżał śnieg, a temperatury sięgały poniżej 0^C. Dzięki namowom Blaze'a złożyła pozew o rozwód. Sprawa trwała długo gdyż Rob utrudniał przebieg rozwodu jak mógł, ukrywając się w Szwajcarii ze swoją nową rodziną. Nora jednak nie poddała się i wyjechała aby go odnaleźć i zmusić do rozwodu. Chcąc zachować resztki honoru postanowił przepisać rodzinny dom na syna. Tegoroczne Boże Narodzenie Nora spędzała już szczęśliwie jako niezamężna kobieta.
*

Było tak jak się spodziewał. Babcia była wkurwiająca a pod nogami plątały się dzieci. W kuchni przy tradycyjnym piecu krzątały się dwie ciocie. Darzył te kobiety sympatią od najmłodszych lat. Dziś nie dane było mu słuchać uwag na swój temat. Obiektem zainteresowań stała się mama i jej towarzysz. Mino było to bardzo na rękę. Korzystając z okazji wymknął się do parku. Ostatni raz był tu latem. Niewiele się zmieniło, ale teraz gałęzie pokrywała cienka warstwa puchu. Spod niego wystawały butwiejące liście. Za kilka miesięcy w tym miejscu wyrośnie pokrzywa a konary drzew pokryje delikatny mech. Będzie można dotknąć go i pozostawi na dłoni mączny, zielony ślad oraz subtelny zapach lasu. Platany zaczną zrzucać korę upodabniając się do gigantycznych wężów boa. Kilkanaście metrów dalej ścieżka miała dwa rozwidlenia. Poszedł w prawo, drogą prowadzącą do jeziora. Było zimno, ale przyjemnie. Przychodzili tu z dziadkiem, kiedy jeszcze żył i karmili łabędzie. Pewnego razu zwierzę wyszło na brzeg i zaczęło gonić Mino kiedy temu skończył się chleb i nie miał już czym poczęstować ptasiego przyjaciela. Strach, którego nabawił się będąc brzdącem zakorzenił się głęboko i to zbiorowisko białych piór, majestatycznie sunące po tafli wody powodowało u niego dreszcze jeśli znalazło się zbyt blisko. Otoczenie nastrajało go do rozmyślań. On sam, siedzący w bezruchu na ławce i uśpiona na pewien czas przyroda. Chciałby pokazać komuś to piękne miejsce. Sprawić, że poczuje się tak jak on, wsłucha w wewnętrzny rytm ziemi, opowie jej o swoich problemach, a ona odpowie tym samym. Nie pragnął przedstawiać nikogo rodzinie bo do niej nie żywił głębokich uczuć. Chciałby wytłumaczyć komuś, tej szczególnej osobie, która na to zasłuży jak zmienia się na przestrzeni miesięcy ta zapomniana leśna głusza. Byle jaki urzędnik w Brukseli nie ma o niej pojęcia, a może gdyby miał byłby szczęśliwszy. Tutaj Mino był sam ze sobą a jednak szczęśliwy. Zamknął oczy i głośno westchnął. Pragnął miłości, bez niej czuł się pusty. Bał się, że nie potrafi kochać.

Rozdział 6 "Light"

W rogu ekranu wyświetlała się godzina 2.30 a on nadal nie mógł spać. Frustracja wzrastała w nim, chociaż pobudka była przewidziana na 10. Teoretycznie dostał nakaz wstania o 9, o 10.30 mają już wyjeżdżać do babci żeby tam spędzić święta. Raz na kilka lat przyjeżdżali tam na różne okazje typu Wielkanoc czy Boże Narodzenie, nieraz pojawiali się tylko na tydzień lub dwa w wakacje, w zależności od tego ile urlopu dostała matka Mino. Chłopak nie lubił tam przebywać. Babcia od strony matki nie należała do najprzyjemniejszych krewnych. Wiejski krajobraz i zwierzęta napawały go zdumieniem i naprawdę kochałby to miejsce gdyby nie starsza, zrzędliwa i cyniczna kobieta. Zawsze go krytykowała. Jej zdaniem chłopak powinien zostać mechanikiem albo zająć się jakąś fizyczną robotą od najmłodszych lat, a nie uczyć się w mało przyszłościowym liceum, po którym i tak musi iść na studia bo inaczej może pracować co najwyżej jako kasjer albo wyjechać na zbiory truskawek za granicę. Babcia była uosobieniem tego, czego Mino bał się w starości. Tworzyła w swojej głowie historie, które nie miały miejsca, obrażała się z niewyjaśnionych powodów, była kłótliwa i satysfakcję sprawiało jej zadawanie bólu innym. Czy robiła to świadomie, czy starość i śmierć męża tak zmieniły jej charakter? Droga od jego rodzinnego miasta do położonej na zachodzie wsi zajmowała około 6h jazdy bez korków. To był ten miły aspekt wycieczki. Mógł włożyć w uszy słuchawki i delektować się ulubioną muzyką. Kiedy ostatnio miał tyle czasu na przyjemności? W dzień wyjazdu kobieta nie przewidywała spóźnień. Oprócz jej zorganizowania i punktualności dziś miało wydarzyć się coś ważnego. Chciała przedstawić Mino nowo poznanego mężczyznę. 'Czyli co, tatuś numer 2 czy może wujek?'-pomyślał, kiedy matka zawiadomiła go o swoich planach. Czy to zmieni w jakiś sposób jego życie? Ostatnio i tak więcej czasu jest w domu sam, więc życie rodzinne praktycznie nie istniało i przestał zadawać pytania o nieobecność matki. Cieszyło go nawet, że nikt nie wtrąca się w to, co robi, czy sprząta, czy gotuje. Minione 3 tygodnie prowadził studenckie życie i nikt go za to nie karał. Rodzice od 3 lat byli po rozwodzie jednak nie mieszkali ze sobą od roku. Od czasu przeprowadzki młody chłopak nie potrafił znaleźć sobie miejsca na świecie. Jeśli wyrwiesz piękny kwiat z ziemi, to owszem, w wazonie przeżyje jeszcze kilka dni, ale z każdym kolejnym będzie słabł aż z braku wody do życia uschnie. Stworzy dziwną formę przetrwalnikową. Tak czuł się Mino. Gra pozorów była jego codziennością. Grał, że sobie radzi, grał, że jest twardy i nic go nie wzrusza. Grał kogoś lepszego od innych, tak naprawdę bojąc się ludzi. Świat przestał być piękny, życie nie było wielką nagrodą od wyższej siły a jedynie przykrym obowiązkiem, który spadł na komórki tworzące jego organizm. Nie potrafił powiedzieć, dlaczego w ewoluującej przyrodzie taka jednostka jak on w ogóle powstała, a teraz jeszcze egzystuje.
Zmęczony przemyśleniami odpłynął do krainy snów, nie zdając sobie sprawy z tego, że każde z pojawiających się w głowie pytań zapisywał w wiadomości do nowo poznanego chłopaka. Niesforny policzek śpiącego Mino przesunął się po podświetlonym ekranie dotykając biały kwadrat ze zgrabnymi literami układającymi się w słowo 'wyślij'.
Poranek był trudniejszy niż zwykle. Za piętnaście dziesiąta kończył pić kawę, od której zaczynał każdy bez wyjątku dzień. Ubrał się tak, żeby było mu wygodnie w podróży ale też dopasował strój do okoliczności. Chociaż były to święta to nie mógł przesadzić, babcia znowu powiedziałaby, że przyjechał wystrojony jak baba i brakuje mu tylko kolczyków. Co prawda nie wiedziała, że w lewym uchu od 2 lat ma tunel bo zawsze efektownie ukrywał go podczas pobytu. Robił to głównie dla mamy, na te kilka dni mógł dostosować swój wizerunek do jej oczekiwań. Założył czarne, nie do przesady obcisłe dresy, biały t-shirt i oliwkowy sweter. 'Chyba może być'-pomyślał patrząc na swoja sylwetkę w lustrze. Lubił dobrze wyglądać, lubił spojrzenia innych na sobie. Spakował zapas papierosów, które ukradkiem palił za stodołą niby rozmawiając z kimś przez telefon i łapiąc zasięg, który był tak samo kiepski na podwórku jak w domu. Sprawdził jeszcze, czy wszystko spakował i dostał sygnał od mamy, że powinien już zejśc bo na niego czeka. Właściwie to czekają. No tak, zapomniał, że w te święta będzie miał nadprogramowego tatusia.
-Dzień dobry, jestem Karl-przedstawił się około czterdziestoletni mężczyzna, dosyć wysoki, z niedostatkiem włosów na głowie ale za to z nadmiarem kilogramów. Spojrzał na matkę. 'Kobieto, stać cię na kogoś przystojniejszego'-pomyślał.
-Dzień dobry. Miło mi poznać. Mino-wyciągnął rękę do nowego chłopaka mamy, jak żartobliwe go nazwał.
Po krótkiej, niezręcznej pogadance o dobrych warunkach pogodowych do jazdy i niezbyt srogiej zimie w trójkę załadowali się do auta, wcześniej upychając torby w dostatecznie zapełnionym już bagażniku.
-Komu w drogę, temu czas!-ochoczo roześmiał się mężczyzna, złapał matkę Mino za rękę, cmoknął czule w policzek po czym odpalił samochód.
Całej sytuacji przypatrywał się Mino, odrobinę zdegustowany tymi czułościami, a odrobinę zmieszany. Wolałby tego nie widzieć, odkąd pamięta takie gesty były dla niego niezrozumiałe. On sam nie czułby potrzeby trzymania za rękę jakiejś kobiety podczas jazdy samochodem. Po godzinie obserwowania monotonnego krajobrazu autostrady zorientował się, że nie wziął słuchawek. Był na siebie zły. Zastanawiał się co robi w święta Blaze. Może też jedzie właśnie do rodziny, żeby tam cieszyć się z narodzin osoby, która tysiące lat temu pozwoliła przybić się do krzyża w imię zbawienia wszystkich ludzi. 'Ja chyba pochodzę jednak od innego boga.'-pomyślał z rozdrażnieniem i ostentacyjnie przewrócił oczami.
Gdy usłyszał sygnał wiadomości zrozumiał, że oto rozpoczął się okres jakże szczerych i oryginalnych życzeń typu 'pogodnych, rodzinnych świąt oraz mocy prezentów'. Pomylił się.

B: Dasz mi swój adres?-Mino zdziwił się.
M: Po co?
B: Są święta, chciałem Ci coś wysłać. Nic wielkiego, nie bój się.
M: Nie boję się, po prostu tydzień będę u babci, więc nawet nie odbiorę przesyłki. Poza tym nie mam nic dla Ciebie, daj mi trochę czasu na wymyślenie prezentu.
B: Mówiłem, że to nic wielkiego więc nie musisz się odwdzięczać w żaden sposób.
M: Nie jestem aż tak egoistyczną kurwą jak sprawiam wrażenie. Luźno. Załatwię jakiś drobiazg.
Co mógł mu kupić? Był kreatywny ale w takich chwilach do głowy przychodziły mu tylko prezenty z gatunku śmiesznych, nieprzydatnych albo takich, które wprawiają obdarowanego w zażenowanie. Pomyślał o dobrych słodyczach. Każdy lubi słodycze. Nie, Aris, jego dobra koleżanka nie lubi nawet gorzkiej czekolady. Może coś do ubrania? Szalik! Jest zima, szalik na pewno mu się przyda. A jeśli nie to odda komuś. Zapakuje to w ładny, prążkowany papier i przyklei świąteczną gwiazdkę. Nie musi zdradzać się z niechęcią do świąt. Nauczył się udawać, że wcale tak bardzo nie drażni go świąteczna atmosfera przesadzonej uprzejmości i czekoladowe mikołaje czekające na sklepowych półkach od listopada aż ktoś wreszcie kupi je, i pochłonie tysiąc kalorii w 10 minut.

M: Mam jeszcze 4h drogi. Nudzi mi się. Co robisz?
B: Mama przyjechała, robi na dole jakieś jedzenie. Schowałem się w pokoju.
Mam pomysł. Jak już obydwaj będziemy mieli prezenty to może otwórzmy je razem, na skype?
M: Fajny pomysł. Dam znać kiedy wyślę. Ty też mi napisz, ok?

B: Jasne :)

Rozdział 5 "Light"

Dni mijały wolno, a każdą wolną chwilę Mino poświęcał nauce, co nie znalazło jednak konkretnego odbicia w jego sytuacji w szkole. Ta ani nie poprawiła się, ani nie pogorszyła. Był zdolnym uczniem, szybko przyswajał wiedzę ale szkołę nadal uważał za zło konieczne. Już nie mógł doczekać się przerwy świątecznej. Myśl o odpoczynku paradoksalnie sprawiała, że w szkole pojawiał się częściej niż zwykle. Podczas ostatniego tygodnia nauki przed Bożym Narodzeniem nie udało mu się utrzymać dobrej passy i zaspał na kartkówkę z chemii, która odbywała się o niesprzyjającej godzinie 8.
'Nie, teraz to ja już nigdzie nie idę, jak baba od chemii mnie zobaczy na korytarzu to przepadnę na wieki!'- pomyślał i postanowił tego dnia nie wychodzić z łóżka.
Ostatnio rozmawiali z Blazem coraz częściej. Zazwyczaj polegało to na wzajemnym opowiadaniu sobie jak spędzili dzień, dzielili się smutkami i radościami. Po, drugim już, nocnym incydencie wiedział, że może pisać i dzwonić do niego zawsze wtedy, kiedy będzie potrzebował rady, albo po prostu kiedy będzie chciał się wygadać i wyrzucić z siebie złość. Niejednokrotnie działa to lepiej niż sesja u psychologa lub kogoś podobnego, poza tym ma jedną zasadniczą zaletę, a mianowicie brak kosztów.
Tym razem Mino kolejny raz leżał zastanawiając się, czy może ktoś ze szkoły nie postanowi zadzwonić do jego matki z zapytaniem co takiego uniemożliwiło jej synowi dotarcie do szkoły. Gdyby on był swoim nauczycielem to dzwoniłby za każdym razem, kiedy podejrzany uczeń byłby nieobecny. A on sprawiał wrażenie takiego. Był mądry ale nie trzymał się żadnych regulaminów, poniekąd gardził ludźmi i z osobami z klasy utrzymywał znajomości ograniczające się do cześć na korytarzu. Poza szkołą udawał, że nikogo z nich po prostu nie zna. Nie sądził, żeby te znajomości były wartościowe. Za kilka lat prawdopodobnie zapomni ich imiona, nazwiska i będą sobie przypadkowymi przechodniami. Zawiesił dłonie z telefonem nad twarzą.
M:Znowu nie dotarłem do szkoły. Ups.
B: Normalnie powiedziałbym, że prosisz się o kłopoty, ale już przywykłem do twojej lekceważącej postawy.
M: Ja nikogo nie lekceważę, zwyczajnie zaspałem :(
B: Normalnie zrobiłbym Ci również wykład o przysparzaniu sobie kłopotów na własne życzenie, ale może to nawet dobrze, bo mnie też nie ma w szkole
M: Pan prymus na wagarach? Nie uwierzę dopóki nie zobaczę.
B: Zapraszamy na skype'a niewierny Mino. Nick taki jak na tumblr. Czekam.
M: To poczekasz jeszcze chwilę bo ja nie używam w ogóle, muszę założyć :)
Po kilku minutach założył już konto. Teraz przyszły wątpliwości. Niby wiedział, jak wygląda blondyn bo nie raz opisywali siebie w czasie rozmów, wysyłali sobie zdjęcia z dzieciństwa. Znalazł też Blaze'a na Facebooku, ale nie mówił mu o tym. Nie chciał ingerować w jego tożsamość i codzienne życie. Nie czuł się co do tego uprawniony. Bał się, że nie będą mieli o czym rozmawiać. Pisanie czy nawet rozmowa przez telefon to coś innego. Nie widzisz twarzy drugiej osoby, sytuacja jest bardziej anonimowa, a właśnie dzięki tej anonimowości ich znajomość była tak dobra i tak szybko się rozwijała. Nie musieli udawać tego, co w codziennych kontaktach z ludźmi. Ludzie przybierają różne maski na potrzeby różnych sytuacji, między nimi było inaczej, bo każdy startował z czystą kartą co oczywiście mogło oznaczać też kłamstwa. Możliwość stworzenia siebie od podstaw niesie niebezpieczeństwo dodawania tego, czego nie ma i pomijania niektórych faktów. Nie było jak potwierdzić słów tego drugiego, więc musieli uwierzyć sobie nawzajem. Usiadł po turecku na łóżku i poprawił włosy. Były już dość długie, nie był u fryzjera dobre 4 miesiące. Zobaczył jeszcze w kamerce jak wygląda i zadzwonił. Po chwili ładowania ekranu zobaczył niebieski fotel na tle jasnego pokoju. Nie było jednak chłopaka.
-Słyszysz mnie?-zapytał Blaze
-Słyszę. Ale Cie nie widzę i to jest bardzo nie fair bo ja się pokazałem. Liczę do 3 i potem się rozłączam.-powiedział obrażonym głosem
-Już jestem, podłączałem słuchawki!-na ekranie pojawił się blondyn z nieco dłuższą grzywką i krótszymi bokami. Mino przez chwilę wpatrywał się w niego zanim się odezwał.
-Jak patrzę na ciebie to mam wrażenie, że powinienem iść do fryzjera.
-Mi tam się podobasz w takich włosach.-rzucił Blaze jakby była to najnormalniejsza rzecz jaką jeden chłopak mówi drugiemu. Mino zrobiło się... dziwnie. Nie wiedział jak inaczej może określić to uczucie. Taki sam wstyd czuł po pierwszej rozmowie, kiedy Blaze wracał do domu w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Instynktownie nacisnął czerwony przycisk. Dopiero po chwili zorientował się jak głupio musiało to wyglądać. Może powiedzieć, że miał problemy z internetem i go rozłączyło? Albo z prądem? 'A może po prostu napisać prawdę, idioto?'-pomyślał w końcu. Nie chciał kłamać, bo czuł się już wystarczająco upokorzony swoim zachowaniem. Zdobył się na odwagę i napisał smsa.
M: Przepraszam. Dziwnie mi z Tobą rozmawiać tzn widzieć twoją twarz kiedy gadamy.
B: Tylko o to chodzi? Nie wiem po co mówiłem to o włosach, jakoś głupio to zabrzmiało, sorry XD Po prostu jestem włosowym freakiem :D
M: Hahaha, nie no co ty, nie o to chodzi. Jest ok, zgadamy się jeszcze innym razem.
Nic nie wskazywało na to, że jest okej. Policzki Mino pokryły się purpurą, która nie chciała zniknąć. Położył się i głowę miał pełną pytań. Czuł, że jeśli rozmowa trwałaby 5 minut dłużej to zwymiotowałby śniadanie. Mimo to czuł niezrozumiałą potrzebę, żeby zrobić drugie podejście do tego typy rozmowy. Chciałby zobaczyć miodowe włosy i lepiej im się przyjrzeć, w rogu stało chyba łóżko? To tam musiał leżeć Blaze kiedy rozmawiali czy pisali w nocy. Nie mógł sobie jednak zdawać sprawy, że to tam Blaze przekopywał cały internet chcąc dowiedzieć się o nowym znajomym wszystkiego, co mogłoby ułatwić mu pomoc Mino. Blaze bardzo chciał mu pomóc, lecz nie wiedział do końca jak bo i nie znał wszystkich jego rozterek.

Rozdział 4 "Light"

Siedział w pokoju i łzy same cisnęły mu się do oczu. Było już po 21. Przez myśl przeszło mu, że gdyby nie alkohol to by nie płakał. To nie on, to procenty w jego krwi, a nie on sam. Rzadko płacze, ale kiedy już to się zdarza przypomina atak histerii aniżeli zwykły szloch smutku. Stanął przed ogromnym lustrem, które jako pierwsze rzucało się w oczy po wejściu do pomieszczenia. Widział w swoich oczach, w swoim odbiciu, że nie jest trzeźwy, ale myślał trzeźwo. 'Brawo, czysty tatuś' -pomyślał, a twarz wykrzywiła się w niemym grymasie. Nie śmiał krzyczeć, wiedział, że nie może i nie chce jej obudzić. Nie chce już nigdy zrobić jej nic złego, nie chce jej krzywdzić. Nienawidzi jej, ale nie może, bo życie skrzywdziło ją już zbyt wiele razy, a w nim powinna znaleźć oparcie. Nienawidzi jej ale ją kocha. Jest jej jedyną szansą, jedyną nadzieją, a stacza się na jej oczach. Za ścianą spała matka, która 15 minut temu otworzyła mu drzwi wejściowe kiedy nieudolnie celował kluczem do zamka. Nie przesadził z alkoholem, po prostu postanowił nie zaświecać światła na klatce, bo oczy przywykły już do ciemności. Znał swoje możliwości, które od 15 roku życia regularnie trenował. Nawet jako młody chłopak zdawał sobie sprawę dokąd go to zaprowadzi jeśli nie będzie nad sobą panował, bo żywy przykład, ojciec, odkąd sięga pamięcią, rujnuje życie ich rodziny. Nie zniósł tego wzroku rozczarowania, tej twarzy, która mówiła 'to nie jest dobra droga synu' i ciche słowa 'proszę, nie bądź jak on...'.
Ukrył twarz w poduszkę i uderzał w nią aż opadł z sił. Wziął do ręki ciężkie oficerki, wcisnął telefon i paczkę papierosów do kieszeni bluzy. Zostawił zaświecone światło gdyby matka się przebudziła. Spojrzał jeszcze raz w lustro i w absolutnej ciszy wyszedł z domu.
Usiadł na ławce niedaleko ronda. W oddali malował się dobrze oświetlony kościół. Pamiętał jak 11 lat temu podchodził tam do komunii a kilka lat później do bierzmowania. Wspomnienia same napływały do jego głowy. Wybrał jedyny numer, który wydawał się właściwy. Nie chciał zadręczać przyjaciół myślami, które za każdym razem były takie same. Zbyt wiele razy słyszeli jak użala się nad sobą, więc wszystkie ich rady w takich sytuacjach jak ta znał już na pamięć. Nie liczył na coś nowego, coś odkrywczego, bo nic takiego nie dało się wymyślić.
-Halo?
-Cześć, tu Mino. Śpisz już?-starał się panować nad głosem, ale było to zbyt trudne.
-Jest dopiero po 22, nie śpię. Właściwie leżę już, ale zaraz, stało się coś? Masz dziwny głos.
-Tak. Tak myślę, że coś się stało. Nie wiem. Ja po prostu nie mam siły. Nie mam kurwa więcej siły.-mówił cicho i odrobinę niewyraźnie.
-Do czego...?-zapytał chłopak
-Do siebie. Nienawidzę siebie.
-Dlaczego tak mówisz? Każdy ma jakieś wady ale wiesz, nie można się zadręczać. Ja na przykład jestem strasznym leniem, mam talerze z zeszłej soboty za łóżkiem, więc nie wiem, czy jest z tobą aż tak źle.-powiedział Blaze chcąc aby jego rozmówca poczuł się choć trochę lepiej, bo czuł, że gdyby nic się nie stało, nie dostałby takiego telefonu.
-Ty masz talerze za łóżkiem, a ja nie mam mózgu i się staczam po równi pochyłej, i zawodzę każdego kogo mogę, a najbardziej tych, których nie mam prawa zawieść.-głos mu zadrżał i ponownie poczuł gorące łzy na swoich policzkach.
-Powiesz mi co się dokładnie stało? Nie musisz jeśli nie chcesz, ale może będzie mi łatwiej coś doradzić.-mówił wolno i dosadnie, jakby tłumaczył pięcioletniemu dziecku, że stłuczony kubek i rozlany sok to jeszcze nie koniec świata, że zaraz posprząta szkło, wytrze maluchowi łzy i nikomu nie stanie się krzywda.
-Nie ma co opowiadać. Znowu przyszedłem najebany. I wiesz jak ona na mnie patrzyła? Jakbym był najgorszym co ją w życiu spotkało, jakby takie dziecko było karą od boga za zbrodnie z poprzedniego życia....
-Jesteś na dworze? Jeśli tak to wróć do domu. Proszę. Wróć do domu i napisz do mnie. Pisz co chcesz, cokolwiek, żebyś tylko już nie myślał o sobie w ten sposób. Nikt nie jest na tyle zły, a każda matka kocha swoje dziecko nawet jeśli tobie wydaje się inaczej. Wrócisz do domu?-dodał po chwili
-Wrócę. Pogadasz ze mną jeszcze chwilę zanim nie będę pod blokiem?


Podniósł się z ławki i wolnym krokiem ruszył przed siebie.

Rozdział 3 "Light"

Kolejnych kilka dni zajęło Mino doprowadzenie do porządku swojej sytuacji w szkole, która, co tu dużo mówić, była niezwykle nieciekawa. Może gdyby pojawiał się na lekcjach częściej niż 3 dni w tygodniu na 5 wymaganych nauczyciele patrzyliby na niego nieco przychylniej. W ten deszczowy czwartek wracając do domu czuł się jak mop. Mop, który ktoś właśnie zanurzył w wiadrze z odrażająco brudną, lodowatą wodą a potem wycisnął i uderzył nim z impetem na podłogę. Czy to zdrowe czuć się jak mop? Do tego wszystkiego jeszcze taki potraktowany domestosem, żeby chlor wytrawił z niego całą zarazę, bezczelność i niedostosowanie, jakie w sobie nosił od chwili narodzin. Po przekroczeniu progu domu około godziny 15 wiedział już, że czeka go kolejne popołudnie z książkami, jeśli ma ochotę podejść kiedykolwiek do matury. W natłoku przyjemności, jakie dostarczał mu los Mino mógł wyrzucić z pamięci tę niezręczną, nocną rozmowę z nieznajomym. Prawda była jednak taka, że Mino pamiętał wszystko aż nazbyt. Każda próba analizy tamtej sytuacji kończyła się czymś w rodzaju wstydu. Wstydził się przebiegu tej rozmowy i tego, jak mówił do niego Blaze. 'Kurwa ogarnij się'-tylko na tyle było stać jego mózg kiedy ponownie leżąc na łóżku przypomniał sobie tamto wydarzenie. Ostre słowa już dawno przestały robić na nim wrażenie, więc używał ich nawet w myślach.
Nakrył się kołdrą aż po uszy. Wiedział, że to głupie i odrobinę śmieszne, ale tylko wtedy mógł myśleć o dowolnej rzeczy. Tylko wtedy czuł się bezpieczny, tak, jakby kołdra chroniła go od zewnętrznego świata, jakby zatrzymywała te myśli w nim i nie dawała im się rozprzestrzenić. Kiedy wstanie już ich nie będzie. Chwycił telefon i zamknął oczy naciskając 'wyślij' a następnie szybko schował telefon. Bał się odpowiedzi, ale jeszcze bardziej bał się jej braku. Nie znosił porażek, nie działały one na niego motywująco. Wręcz przeciwnie, niszczyły go od środka i sprawiały, że czuł się beznadziejny i niepotrzebny. Wtem usłyszał dźwięk smsa.

Ja: Czyżby pan Blaze miał kaca już 4 dzień? Słabo, słabiutko, najsłabiej ;)
Blaze: …
Blaze: Mówiłem Ci już, że masz chujowe poczucie humoru.
Ja: Ok, jack pot. Na serio, lepiej już się czujesz?
Czekał jeszcze 10 minut, ale wiadomości zwrotnej już nie otrzymał. Wkurwiony tym, że ktoś tak bezceremonialnie go olał otworzył podręcznik do polskiego i zaczął czytać o nurcie filozoficznym, który obchodził go tak jak zeszłoroczny śnieg.


Koło północy był już po prysznicu. Przyszedł do pokoju, poszukał ulubionych bokserek w koty i położył pod powierniczką najbardziej wstydliwych myśli 18 ostatnich lat egzystencji. 'Budzik. Budzik kurwa do ulubionej popierdolonej szkoły Mino, chyba, że chcesz żeby cie z niej wypierdolili, a stanie się to zdecydowanie szybciej niż Armstrong doleciał na księżyc”. Wibracja.

Blaze: Przepraszam, że nie odpisałem od razu, nie mogłem.
Ja: Ok. Co/Kto Cię zatrzymał/o? Jeśli mogę wiedzieć?

'No i co książę Blaze, znowu to samo? Po co ja się podklejam do ludzi? Nieważne...'-zamknął powieki i wtulił mocno twarz w poduszkę. Zasnął prawie natychmiast. Nie słyszał wiadomości, która przyszła 20 minut po północy.
Blaze: Wiem, że mogę wyjść na wariata, że pisze do kogoś kogo nie znam, i jeszcze dzwoniłem do Ciebie, tzn Ty dzwoniłeś do mnie, ale na moją prośbę. Tak, ja to wiem, że jestem pojebany. I potem nawet nie podziękowałem ani nic, więc teraz dziękuję. Zatrzymała mnie mama. Zagadałem się z nią na skype.
Blaze: Pewnie już śpisz, skoro nie odpisujesz. Albo robisz to żeby się odegrać. Przejrzałem dziś całego twojego tumblra. Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę ale naprawdę dobrze wyglądasz na jednym zdjęciu, ale nie dodawaj więcej swoich foto do tego internetowego śmietnika dla homo-trans-wege-hipstero-undergroundowych-randomowych ludzi. Chyba nie chcesz, żeby jakiś typ fapał sobie do twojej twarzyczki?

Kiedy Mino spał, a wibracje w telefonie nie dawały za wygraną po drugiej stronie ekranu komórki siedział dziewiętnastoletni chłopak średniego wzrostu, o włosach w kolorze akacjowego miodu i wgapiał się na przemian w zdjęcie Mino i screena tego, co zobaczył na jego blogu.

Pobudki nie należą do najprzyjemniejszych, zwłaszcza jeśli mają miejsce przez 10 rano. Tak przynajmniej uważał Mino, który wytrwale udowadniał, że mózg młodego człowieka nie jest w stanie pochłaniać wiedzy na pierwszej i drugiej lekcji, unikając ich jak ognia. Po 4 budziku i 20 minutach do odjazdu autobusu zwlekł się z łóżka. Do szkoły miał 15minut piechotą, ale autobus jechał 3 do 4 minut, co daje w najgorszym wypadku 11 minut więcej spania. Ten argument przeważał nad chęcią posiadania jakiejkolwiek kondycji czy prowadzeniem zrównoważonego trybu życia. Dziś żyje się szybko, a umiera młodo. Starość to przyszłość, której Mino nie zamierzał doczekać. Robiąc kanapki odczytał wiadomości z nocy i uśmiech sam wpełzł na jego usta.

Mino: W ryj to Ty masz, jak się spotkamy.
Natychmiast otrzymał odpowiedź.
Blaze: A spotkamy?
Mino: Torba narkotyków i druga siana to przepustka do mojego zgniłego serca. W przypadku niespełnienia warunków ty zgnijesz, ale za kratami.
Blaze: Białe czy zielone te narkotyki?
Mino: Daję Ci wolną rękę w tym temacie.


Uśmiechnął się i wyszedł do miejsca, którego tak bardzo nienawidził.

Rozdział 2 "Light"


4:29
Masz (4) nowe wiadomości od: blaize62

Jak szybko wytrzeźwieć?
*
Śpisz?
*
Dlaczego wszyscy śpią i nikt mi nie odpisuje?
*
Ja pierdole, przepraszam, dobranoc.

Mino otworzył oczy prawdopodobnie tylko dlatego, że muzyka w odtwarzaczu właśnie została przerwana przez sygnał powiadomienia. Niewyraźnie spojrzał na ekran, który dawanym światłem powodował zaspanym oczom ból. Otworzył wiadomości i z na wpół świadomym umysłem począł odpisywać.
xminox: Znam tylko jeden sposób. Idź spać, ale najpierw wypij słodką herbatę, po przebudzeniu nie będzie tak źle. Jesteś w domu?
Blaize62: Nie jestem w domu. Nie wiem gdzie jestem. Zaraz skończy mi się internet w telefonie. Dzwoń/pisz na ten numer 733562890 jeśli chcesz
xminox: Jesteś pewny?
blaize62: Jestem pewny, ze wtedy chociaż mnie nikt nie zabije po drodze.
Rozbudzony Mino zrobił wielkie oczy, ale po chwili dotarło do niego, że sytuacja choć ekstremalnie dziwna, rzeczywiście może być groźna. Nie wiedział gdzie mieszka jego rozmówca, nie znał kraju jego pochodzenia ani miasta, nie wiedział czy jego dom to ładny szeregowiec, apartament na strzeżonym osiedlu czy może mieszkanie na blokowisku pełnym łysych typów gotowych do wpierdolu za darmo. Wiedział tyle, że chłopak imieniem Blaze jest nieźle najebany, sam, nad ranem i w drodze przydarzyć może mu się tak naprawdę wszystko. Wpisując numer zadecydował.
Usłyszał cichy sygnał. Sprawdził czy drzwi od pokoju są zamknięte, nie chciał budzić mamy podejrzanymi nocnymi rozmowami...z nieznajomym. Ktoś odebrał.
-Halo.
-Halo. Jesteś Blaze?
-Tak. Mino?
-To ja. Dotarłeś do domu?
-Jeszcze nie, mam do przejścia 2 skrzyżowania i już będę.
-Skąd jesteś?-chwila ciszy
-Nie powiem ci skąd jestem, ale mogę opisać ci, co widzę. Będzie to mój sugestywny opis tego jakże pięknego miasta!-dodał z pijacką euforią, że znalazł słuchacza.
Przez 7 minut Mino zapoznawał się oczami wyobraźni z wyglądem ulic, drzew, sklepów i pierwszych autobusów z miasta, o którym wiedział tylko tyle, że znajduje się w Europie. 'Chociaż nie gadam z jakimś wieśniakiem w środku nocy'-pomyślał, kiedy już na dobre się rozbudził. Chwilę później Blaze zakończył swój monolog oświadczając, że jest przed klatką i pilnie potrzebuje uwolnić dłoń od telefonu żeby poszukać kluczy.
-Mogę ci coś jeszcze powiedzieć?
-Yyyy...myślę, że nie będzie z tym problemu?
-Masz bardzo przyjemny głos, chociaż niewiele mówiłeś. To dlatego, że ja gadałem do siebie. Szkoda, bo rzadko ludzie wydają dźwięki, które mnie nie drażnią. Bardzo ładny, elastyczny głos.
Zdezorientowany wyznaniem Mino zdobył się tylko na 'Dzięki. To dobranoc' wypowiedziane tak szybko, że prawie niezrozumiale.

Opadł na poduszkę i spojrzał na zegar wskazujący na 4:45. Czuł się dziwnie zmęczony tą sytuacją. Chore myśli nigdy nie odpuszczały. 'Gadałem z obcym kolesiem przez telefon w środku nocy, a on mi powiedział, że mam ładny głos, nie, że przyjemny, plastyczny...? Ja pierdolę, dlaczego sam sobie komplikuję życie, gdybym miał normalną rodzinę to bym wiedział, że takich rzeczy się nie robi i koniec...'

Rozdział 1 "Light"


Ten wtorek nie różnił się niczym od tego, który już był, ani prawdopodobnie od tego, który nadejdzie. Szczerze mówiąc, od kilku miesięcy wszystkie dni niezależnie od swojej nazwy były dla Mino takie same. Droga ze szkoły dłużyła się. Autobus utknął w korku. 'Kto by się spodziewał, korki w takiej światowej metropolii, w sumie główna ulica tego miasta ma jakieś 300m, kto nadal w ogóle temu prawa miejskie, zdrowy był na umyśle? Szybciej chyba bym doszedł na pieszo, ale po co się męczyć, nie będę wracać ze szkoły na nogach, chcę spać'-marudził sam do siebie w myślach. Po co. Te dwa wyrazy gościł w życiu Mino zbyt często. 10 minut później był już w domu. Machinalnie zrobił to, co miał do zrobienia. Pozmywał po śniadaniu, pościelił łóżko swoje i mamy, pozbierał z wierzchu swoje ubrania, które nie wiedzieć czemu leżały wszędzie tylko nie tam, gdzie normalni ludzie odkładają te brudne, czyli w koszu na pranie. Spojrzał tylko troskliwie na klatkę, w której spała świnka morska i poddał się ulubionej czynności-bezcelowemu leżeniu w najdziwniejszych pozycjach.
-Tumblr.-powiedział sam do siebie znalazłszy sobie rozrywkę na najbliższe pół dnia zanim dojrzeje do widoku książek od jego ulubionych przedmiotów, biologii i chemii. Kiedyś Mino chciał zostać lekarzem. Lubił leki, lubił uczyć się o chorobach i kochał diagnozować innych chociaż wiedział, że jako osoba bez wykształcenia medycznego nie powinien sugerować nikomu na co wskazują objawy. Ale nie potrafił się opanować a diagnozy jakie stawiał znajomym, którzy z uporem dopytywali o swój stan zdrowia w 80% przypadków sprawdzały się z tym, do czego dochodzili później lekarze. Niestety etap marzenia o karierze lekarza miał już za sobą. Profilowane liceum skutecznie uświadomiło mu, że nie jest w stanie przebrnąć przez to, co jest pomiędzy fascynacją jakąś dziedziną, a studiowaniem jej.
„Nie mogę zdecydować czy potrzebuję przytulenia, dużej kawy, paru pięćdziesiątek wódki czy dwóch tygodni snu”-przeczytał i zreblogował wpis. Niewiele myśląc wszedł na bloga autora. 'Może tam znajdzie coś podobnego?'-pomyślał Mino i nieśpiesznie zaczął przewijać palcem po ekranie. Chłonął cytaty i zdjęcia po czym zorientował się, że zreblogował chyba 50 kolejnych wpisów. 'Ja pierdolę, ten ktoś pomyśli, że jestem jakimś follow for follow albo, że mam 12 lat, albo, że go stalkuję. Z drugiej strony ktoś musi mieć tak posrane w głowie jak ja, skoro nie wie czy woli wódkę czy sen.'-nawet w tak anonimowym miejscu jak internet przejmował się, co pomyśli o nim druga osoba. Tumblr traktował trochę jak nowoczesną formę pamiętnika, a te z reguły są dość osobiste. Nie chciał afiszować przed przyjaciółmi czy znajomymi swojego prawdziwego ja, dlatego nikomu nie zdradzał się z posiadaniem bloga w tej formie.
Masz nową wiadomość od: blaize62, przywitaj się!
-To tu można wysyłać wiadomości?! Kim jesteś blaize62, czemu do mnie piszesz i jak mam przeczytać twój nick? Jesteś chorą osobą blaize62...ja jestem chory bo właśnie zreblogowałem 50 twoich wpisów, a teraz rozmawiam na głos ze sobą. Rozmowa ze sobą nigdy nie jest pozytywnym objawem.
blaize62: Albo mi się wydaje, albo mój blog ci się spodobał.
xminox: Dobrze ci się wydaje, wreszcie ktoś, kto myśli podobnie do mnie i żyje, niesiesz mi nadzieję przyjacielu/przyjaciółko?
PS: Mam nadzieję, że 62 to nie rok twojego urodzenia, jeśli tak to właśnie zakończyłem tą rozmowę XD
blaize62: Dodaj do tego 35 lat i wyjdzie mój rok urodzenia. Za to z twojego nicku mogę wywnioskować tyle, co nic.
PS: Nie, nie jesteś zabawny panie xminox.
xminox: Mam na imię Mino. I właśnie bawiłem się w twojego stalkera. Jestem zabawny.
blaize62: Jestem Blaze. Chętnie zakwestionuję twoje poczucie humoru innym razem, bo teraz muszę spadać. Do napisania :)
Mimowolnie uśmiechnął się czytając ostatnią wiadomość. Szybko zapomniał o rozmowie słysząc charakterystyczny szczęk kluczy matki. Po odgłosach, jakie wydawały odbijane od siebie klucze i to, do czego były przyczepione rozpoznawał, kto zbliża się do domu. Wstał, nie chcąc żeby matka znów spojrzała na swoje niezainteresowane życiem doczesnym, ani innymi przyziemnymi sprawami dziecko. Nie rozumiała go, już nie podejmowała prób rozmowy ani zacieśnienia relacji. Łączyła ich już tylko zasada, że między matką a dzieckiem w rodzinie, która nie jest dotknięta patologią występuje wrodzona miłość. Od 2 lat towarzyszyły im te sztuczne gesty, aż nauczyli się ich na pamięć i bez skrępowania egzystowali obok siebie, wzajemnie nie wchodząc sobie w drogę.
Spojrzał na kobietę krojącą warzywa i odczuł ogromną frustrację. Narastała w nim chęć głośnego krzyku, ale wiedział, że nie może. Obwiniał siebie za bycie złym synem. Jakie dziecko widząc matkę ma ochotę ją zamordować, uderzyć, potrząsnąć nią mocno i zapytać „o co tu do chuja chodzi, mamo, dlaczego się nienawidzimy, mamo, dlaczego powinienem cię kochać a nie potrafię, mamo, pomocy...”. Wyprowadzony z równowagi swoimi myślami, rozdygotany w środku Mino mijające godziny spędził w czterech ścianach swojego pokoju. Wykradł się tylko po kanapki późnym wieczorem. Czuł, że gdyby znalazł się z rodzicielką w jednym pomieszczeniu, nie wytrzymałby i w najlepszym wypadku by się rozpłakał. 'OK Mino, gorszy dzień. Raz na kilka miesięcy możesz być niedostosowany do brutalności tego szarego, brudnego świata'. Zasnął myśląc o konieczności powtórzenia prawa Hessa przed jutrzejszą kartkówką z chemii. Szkoła skutecznie zepchnęła chęć poszukiwania odpowiedzi na tak ważne dla niego pytania na dalszy tor.

Witam!

Cześć wszystkim!
Z tej strony Ahri. Jak na razie wolę kryć się pod pseudonimem, bo to mój pierwszy blog, jaki kiedykolwiek założyłam :)
Będę umieszczać tutaj to, co akurat zrodziło się w mojej głowie. Tematyka chyba jasno wynika z adresu bloga. Jaki jest poziom tekstów ocenicie sami. Piszę, bo to mnie uspokaja i w ten sposób mogę wyrazić siebie. Na razie to chyba tyle.
Nie zapewniam o jakiejkolwiek regularności w dodawaniu postów. Myślę, że minimum raz w miesiącu stworzę coś, co będzie nadawało się do publikacji. Ufff, pierwszy post za mną.
Zaczynamy!