Składanie
świątecznych życzeń nie sprawiało Mino frajdy. Mógł życzyć
wszystkim członkom rodziny samych pomyślności w życiu ale ta
perspektywa niezbyt mu się podobała. Chciałby raz złożyć
szczere życzenia, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby. Babci
życzyłby żeby przestała być wredna i samolubna. Mamie żeby
nauczyła się z nim żyć. Czego mógł życzyć Karlowi? Żeby
schudł i dobrze traktował jego matkę. Wujom żeby zadbali o swoje
dzieci, którym nie poświęcali uwagi. Kuzynom żeby wzięli życie
w swoje ręce, wykształcili się i odbili od rodziny, która nie
pozwala im patrzeć poza horyzont. Cioci żeby była nadal tak samo
miła, ale żeby mniej plotkowała o koleżankach ze wsi. Sobie
życzyłby trzech tygodni izolatki.
Barszcz
smakował jak zwykła zupa. Pierogi były dobre, jak ostatnio kiedy
je jadł. Ciasto smakowało jak to, które czasami bez okazji piekła
mama w piątki. Sałatka jak co poniedziałek z marchwi, na której
gotował się rosół w niedzielny poranek. Tylko grzybowa była inna
bo zwyczajnie robiła ją ciocia, a nie mama. Mógł też zjeść
rybę, której normalnie w domu nikt nie robił, bo matka nie znosiła
jej smaku, a zapach niwelowała przez tygodniowe wietrzenie i masę
odświeżaczy do kontaktu, które drażniły Mino nienaturalną
wonią.
W ciszy
i z udawanym uśmiechem przetrwał te schematyczne 3 dni.
Droga do
domu zajęła dużo czasu. Przed odjazdem wziął leki i całe 6
godzin przespał. Miał jeszcze 4 dni wolnego. Mama jechała do
rodziców Karla złożyć wizytę zapoznawczą. 'Ja też będę
musiał poznać nowych dziadków?'-pomyślał z kpiącym uśmiechem
kiedy leżał już na swoim wygodnym łóżku. Blaze pisał do niego
codziennie ale wyłączył telefon. Chciał się odciąć i pomyśleć
dopóki był z dala od swojej codzienności, w którą nieświadomie
wpuścił chłopaka.
Nie
chciał tak. Odpychał od siebie tą myśl, ale wiedział od dawna,
że sam się okłamuje. Udaje, że problemu nie ma. Bardzo chciał
żeby podobały mu się dziewczyny, ale to nigdy nie wychodziło.
Przy żadnej nie poczuł przysłowiowych motyli w brzuchu. Świetnie
się z nimi dogadywał jako z przyjaciółkami, ale nie potrafił
którejś chociażby pocałować, bo wydawało mu się to śmieszne,
a przecież całuje się żeby coś wyrazić. Tak przynajmniej
uważał. Zaczął wszystko rozumieć kilka miesięcy temu na
imprezie u Ingrid, gdzie nie brakowało alkoholu.
-Czujesz,
miałam może 6 lat, bawiłam się na placu przed blokiem a koleś
podszedł i zaczął zagadywać. Byłam dosyć śmiałym dzieckiem i
nie zorientowałam się, że może mieć złe zamiary. Gdyby matka
wtedy nie wyjrzała przez okno to już by mnie nie było...-mówiła
jeszcze przytomna Ingrid. Nie miała w oczach łez. Patrzyła ślepo
w podłogę a głowa zwisała jej z łóżka. Niedaleko siedział
Mino z butelką miętowej wódki również wpatrzony w dywan. Oboje
lubili po alkoholu porozmawiać bo wtedy byli o wiele bardziej
wylewni, niż na co dzień.
-Ja
pierdole. Co ten typ dokładnie chciał ci zrobić?
-No
wiesz. Zaczął mnie głaskać po głowie, mówić jakie mam ładne
warkoczyki, potem, że w ogóle jestem bardzo ładną dziewczynką i
mógłby mnie zabrać gdzieś, że przy jego domu jest dużo
fajniejszy plac, że są 2 zjeżdżalnie a u nas nie było ani
jednej. Które dziecko by na to nie poleciało?
-Tacy
ludzie są obrzydliwi. Chciałbym ich wszystkich zabić. Jeden po
drugim.-przysunął się do przyjaciółki i położył głowę na
łóżku w ten sposób, że dotykał jej ramienia.
-Kurwa,
tylko ktoś kto coś takiego przeżył wie o co chodzi. W sensie
rozumiesz. To mnie teraz trochę niszczy. Niby nic się nie stało,
żyję, jest ok. Ale gdzieś z tyłu głowy mam, że są na tym
świecie tacy faceci, zwyrodnialcy. Czasem mam sny, w których znowu
jestem małą dziewczynką, ale mam świadomość dorosłej osoby,
wiem, że on zaraz przyjdzie i mnie gdzieś zabierze. Chcę uciekać
ale nie mogę się ruszyć. Zazwyczaj budzę się kiedy on wysuwa te
obleśne łapska do mojej twarzy.-Ingrid spojrzała na niego pierwszy
raz od 20 minut i westchnęła. -Nie musisz dawać mi żadnej rady
słoneczko. Wiem, że jesteś w tym chujowy.-lekko się uśmiechnęła.
-Ja
nawet nie wiem co bym zrobił na twoim miejscu. Pewnie bym się dawno
zabił. Nigdy nie miałem podobnej sytuacji. Jesteś najodważniejszą
babeczką jaką znam, Ingrid.-pocałował ją w czoło i położył
obok. -Mam pomysł. Miejmy w dupie tą hołotę, która właśnie
roznosi ci chatę i chodźmy spać. Co ty na to? Jeśli mi odmówisz
to i tak zasnę, ale na dywanie.
-No
dobra. Ale pijemy jeszcze po jednym. To mój warunek.
-Nie mam
kieliszków, a nie chce mi się wychodzić do tego
rozpierdolu.-próbował się wymigać Mino. Wystarczająco szumiało
mu w głowie.
-Tak
jakbyś nigdy nie pił z gwinta. Daj spokój.-zabrała mu butelkę i
wypiła solidny łyk kolorowej wódki. -Fuj. Co ty pijesz.-kąciki
ust wykrzywiły się w dół.
-Wiesz,
że nie piję czystej. Próbowałem, ale nie zmusisz mnie więcej do
tego. -powiedział Mino na swoją obroną i wziął od Ingrid
butelkę. Na jego twarzy zmalował się taki sam grymas jak u
dziewczyny.
-No to
dobranoc słoneczko.
-Słodkich
snów.-powiedział z na wpół zamkniętymi powiekami.
Zasypiając
myślał o rozmowie z Ingrid. Była jedną z nielicznych osób,
którym potrafił szczerze współczuć. Cierpiał, kiedy ona
cierpiała. Chciał dla niej tylko tego, co dobre. Co on zrobiłby w
takiej sytuacji? Czy umiałby normalnie żyć? Poszedłby do
psychologa? Byłby na tyle odważny żeby porozmawiać o tym z
kimkolwiek, nawet z nią?
Kiedy
wydawało się, że jego ciało odpłynęło do krainy snu w głowie
zamajaczyło wspomnienie. Z przerażeniem otworzył oczy. Spojrzał
na telefon. Nie spał, minęło dopiero 15 minut odkąd się
położyli. Usiadł na łóżku i zaczął analizować obrazy, które
jeszcze minutę temu miał przez oczami. To nie mogło być jego
wspomnienie. Było jego. Tak, pamiętał urywki z tamtego dnia, ale
był już pewny. Wiedział, że to się wydarzyło naprawdę, a nie
było jedynie snem. Wiele lat temu zapomniał. Zakopał głęboko
żeby nikt nie wiedział, nawet on sam. Wyparł myśl o tym, że
będąc dzieckiem został skrzywdzony. Tej nocy już nie zasnął.
Dopasowywał w głowie urywki ze swojego życia i starał się je
połączyć w ciąg przyczynowo-skutkowy.
Miał
wtedy 10 lat a Daniel był jego kolegą z klasy. Mama Daniela i Mino
poznały się na którymś z zebrań. Od tamtej pory chłopcy często
bawili się razem u Daniela a matki plotkowały w pokoju obok.
Prawdopodobnie spotkania nigdy nie odbywały się u nich w domu ze
względu na ojca alkoholika. Matka wstydziła się go. Z czasem Mino
zaczął nocować u kolegi bo ich zabawy nie miały końca, poza tym
Daniel miał naprawdę fajne zabawki, jego rodzice nieźle zarabiali
i lubili rozpieszczać syna.
Była
zima. Pamiętał dokładnie, że wtedy wyszli na sanki na ulicę i
dostali za to niezłą burę od pani Hany. Po rozgrzewającej kąpieli
i kubku ciepłego kakao matka Daniela położyła ich do łóżka i
sama wyczerpana opieką nad dwoma energicznymi chłopcami poszła
spać.
-Nie
chce mi się spać.-powiedział szeptem Daniel.
-Mi też.
Robimy coś? -zagadnął Mino.
-Mogę
ci coś pokazać.
-Co?-wyczuwał
nową zabawę, tym razem bez czujnego, opiekuńczego wzroku nad nimi.
-Możemy
pobawić się w dom.
-Dziewczyny
się w to bawią.-rozczarował się, zabawy wydała się głupia.
-Wcale
nie, bawiłem się w to już ostatnio i było fajne. To
co?-powiedział proszącym głosem Daniel.
-No
dobra.-zgodził się.
Obok
kanapy stała szafka nocka, a na niej włączona mała lampka.
Dookoła panował półmrok.
Daniel
obrócił się na łóżku. Był bliżej niż przed chwilą. Podsunął
koszulkę Mino do góry. Spodnie od piżamy znajdowały się teraz na
poziomie kolan. Mino poczuł na biodrach ciężar a następnie ruch.
Patrzył w światło.
-Widziałem
to na filmie.-powiedział Daniel.
Nie
pamiętał co było dalej ani czy to powtórzyło się więcej razy.
Nie wiedział. Nie był w stanie ulokować w czasie tego, co miało
miejsce. Doskonale natomiast pamiętał światło żarówki
rozchodzące się po pokoju kolegi.
Nie
zauważył, kiedy na policzkach pojawiły się gorące łzy. Nie był
sobą. Nie myślał nad tym, co robi. Chciał zaszyć się w ciemnym
i zimnym miejscu, niedostępny dla nikogo.
-Blaze?
-Mino.
Co jest? Dlaczego miałeś wyłączony telefon? Nie wiedziałem co z
tobą, nie raczyłeś nawet odpisać.-Blaze miał troskliwy, ale
pełen zdenerwowania głos.
-Chyba
musimy porozmawiać...-zawiesił się, jak wtedy, gdy urządził
sobie nocny spacer po kłótni z mamą.
-Słucham
cię.-odpowiedział krótko. Nie wiedział czego się spodziewać.
-Ja nie
jestem taki jak ty. I nie przerywaj mi, bo jeśli teraz nie dokończę
to już nigdy tego nie powiem, rozumiesz? Ja się nie prosiłem o coś
takiego i się taki nie urodziłem, mi to ktoś zrobił. Więc nie
mów mi nigdy, że jestem jak ty. Przez niego taki jestem. I wcale
nie wiem, czy chcę, nienawidzę siebie.-mówił szybko i
chaotycznie. Nie szukał słów, wypowiadał swoje myśli od razu,
jak gdyby bojąc się, że zaraz je zapomni, albo zmieni zdanie i
zrezygnuje z mówienia Blaze'owi czegokolwiek.
-Płaczesz?-usłyszał
histeryczny szloch.
-Tak.-dusił
się łzami.
-Jesteś
w stanie o tym mówić?
-Nie.
Wolałbym napisać. Jeśli mogę.-przecież Mino nigdy nie pyta o
zdanie, on robi, co chce. Blaze już wiedział, że było bardzo źle,
Mino cierpiał.
-Czekam
na twoją wiadomość. Martwię się...-Mino rozłączył się.