W rogu
ekranu wyświetlała się godzina 2.30 a on nadal nie mógł spać.
Frustracja wzrastała w nim, chociaż pobudka była przewidziana na
10. Teoretycznie dostał nakaz wstania o 9, o 10.30 mają już
wyjeżdżać do babci żeby tam spędzić święta. Raz na kilka lat
przyjeżdżali tam na różne okazje typu Wielkanoc czy Boże
Narodzenie, nieraz pojawiali się tylko na tydzień lub dwa w
wakacje, w zależności od tego ile urlopu dostała matka Mino.
Chłopak nie lubił tam przebywać. Babcia od strony matki nie
należała do najprzyjemniejszych krewnych. Wiejski krajobraz i
zwierzęta napawały go zdumieniem i naprawdę kochałby to miejsce
gdyby nie starsza, zrzędliwa i cyniczna kobieta. Zawsze go
krytykowała. Jej zdaniem chłopak powinien zostać mechanikiem albo
zająć się jakąś fizyczną robotą od najmłodszych lat, a nie
uczyć się w mało przyszłościowym liceum, po którym i tak musi
iść na studia bo inaczej może pracować co najwyżej jako kasjer
albo wyjechać na zbiory truskawek za granicę. Babcia była
uosobieniem tego, czego Mino bał się w starości. Tworzyła w
swojej głowie historie, które nie miały miejsca, obrażała się z
niewyjaśnionych powodów, była kłótliwa i satysfakcję sprawiało
jej zadawanie bólu innym. Czy robiła to świadomie, czy starość i
śmierć męża tak zmieniły jej charakter? Droga od jego
rodzinnego miasta do położonej na zachodzie wsi zajmowała około
6h jazdy bez korków. To był ten miły aspekt wycieczki. Mógł
włożyć w uszy słuchawki i delektować się ulubioną muzyką.
Kiedy ostatnio miał tyle czasu na przyjemności? W dzień wyjazdu
kobieta nie przewidywała spóźnień. Oprócz jej zorganizowania i
punktualności dziś miało wydarzyć się coś ważnego. Chciała
przedstawić Mino nowo poznanego mężczyznę. 'Czyli co, tatuś
numer 2 czy może wujek?'-pomyślał, kiedy matka zawiadomiła go o
swoich planach. Czy to zmieni w jakiś sposób jego życie? Ostatnio
i tak więcej czasu jest w domu sam, więc życie rodzinne
praktycznie nie istniało i przestał zadawać pytania o nieobecność
matki. Cieszyło go nawet, że nikt nie wtrąca się w to, co robi,
czy sprząta, czy gotuje. Minione 3 tygodnie prowadził studenckie
życie i nikt go za to nie karał. Rodzice od 3 lat byli po rozwodzie
jednak nie mieszkali ze sobą od roku. Od czasu przeprowadzki młody
chłopak nie potrafił znaleźć sobie miejsca na świecie. Jeśli
wyrwiesz piękny kwiat z ziemi, to owszem, w wazonie przeżyje
jeszcze kilka dni, ale z każdym kolejnym będzie słabł aż z braku
wody do życia uschnie. Stworzy dziwną formę przetrwalnikową. Tak
czuł się Mino. Gra pozorów była jego codziennością. Grał, że
sobie radzi, grał, że jest twardy i nic go nie wzrusza. Grał kogoś
lepszego od innych, tak naprawdę bojąc się ludzi. Świat przestał
być piękny, życie nie było wielką nagrodą od wyższej siły a
jedynie przykrym obowiązkiem, który spadł na komórki tworzące
jego organizm. Nie potrafił powiedzieć, dlaczego w ewoluującej
przyrodzie taka jednostka jak on w ogóle powstała, a teraz jeszcze
egzystuje.
Zmęczony
przemyśleniami odpłynął do krainy snów, nie zdając sobie sprawy
z tego, że każde z pojawiających się w głowie pytań zapisywał
w wiadomości do nowo poznanego chłopaka. Niesforny policzek
śpiącego Mino przesunął się po podświetlonym ekranie dotykając
biały kwadrat ze zgrabnymi literami układającymi się w słowo
'wyślij'.
Poranek
był trudniejszy niż zwykle. Za piętnaście dziesiąta kończył
pić kawę, od której zaczynał każdy bez wyjątku dzień. Ubrał
się tak, żeby było mu wygodnie w podróży ale też dopasował
strój do okoliczności. Chociaż były to święta to nie mógł
przesadzić, babcia znowu powiedziałaby, że przyjechał wystrojony
jak baba i brakuje mu tylko kolczyków. Co prawda nie wiedziała, że
w lewym uchu od 2 lat ma tunel bo zawsze efektownie ukrywał go
podczas pobytu. Robił to głównie dla mamy, na te kilka dni mógł
dostosować swój wizerunek do jej oczekiwań. Założył czarne, nie
do przesady obcisłe dresy, biały t-shirt i oliwkowy sweter. 'Chyba
może być'-pomyślał patrząc na swoja sylwetkę w lustrze. Lubił
dobrze wyglądać, lubił spojrzenia innych na sobie. Spakował zapas
papierosów, które ukradkiem palił za stodołą niby rozmawiając z
kimś przez telefon i łapiąc zasięg, który był tak samo kiepski
na podwórku jak w domu. Sprawdził jeszcze, czy wszystko spakował i
dostał sygnał od mamy, że powinien już zejśc bo na niego czeka.
Właściwie to czekają. No tak, zapomniał, że w te święta będzie
miał nadprogramowego tatusia.
-Dzień
dobry, jestem Karl-przedstawił się około czterdziestoletni
mężczyzna, dosyć wysoki, z niedostatkiem włosów na głowie ale
za to z nadmiarem kilogramów. Spojrzał na matkę. 'Kobieto, stać
cię na kogoś przystojniejszego'-pomyślał.
-Dzień
dobry. Miło mi poznać. Mino-wyciągnął rękę do nowego chłopaka
mamy, jak żartobliwe go nazwał.
Po
krótkiej, niezręcznej pogadance o dobrych warunkach pogodowych do
jazdy i niezbyt srogiej zimie w trójkę załadowali się do auta,
wcześniej upychając torby w dostatecznie zapełnionym już
bagażniku.
-Komu w
drogę, temu czas!-ochoczo roześmiał się mężczyzna, złapał
matkę Mino za rękę, cmoknął czule w policzek po czym odpalił
samochód.
Całej
sytuacji przypatrywał się Mino, odrobinę zdegustowany tymi
czułościami, a odrobinę zmieszany. Wolałby tego nie widzieć,
odkąd pamięta takie gesty były dla niego niezrozumiałe. On sam
nie czułby potrzeby trzymania za rękę jakiejś kobiety podczas
jazdy samochodem. Po godzinie obserwowania monotonnego krajobrazu
autostrady zorientował się, że nie wziął słuchawek. Był na
siebie zły. Zastanawiał się co robi w święta Blaze. Może też
jedzie właśnie do rodziny, żeby tam cieszyć się z narodzin
osoby, która tysiące lat temu pozwoliła przybić się do krzyża w
imię zbawienia wszystkich ludzi. 'Ja chyba pochodzę jednak od
innego boga.'-pomyślał z rozdrażnieniem i ostentacyjnie przewrócił
oczami.
Gdy
usłyszał sygnał wiadomości zrozumiał, że oto rozpoczął się
okres jakże szczerych i oryginalnych życzeń typu 'pogodnych,
rodzinnych świąt oraz mocy prezentów'. Pomylił się.
B: Dasz
mi swój adres?-Mino zdziwił się.
M: Po
co?
B: Są
święta, chciałem Ci coś wysłać. Nic wielkiego, nie bój się.
M: Nie
boję się, po prostu tydzień będę u babci, więc nawet nie
odbiorę przesyłki. Poza tym nie mam nic dla Ciebie, daj mi trochę
czasu na wymyślenie prezentu.
B:
Mówiłem, że to nic wielkiego więc nie musisz się odwdzięczać w
żaden sposób.
M: Nie
jestem aż tak egoistyczną kurwą jak sprawiam wrażenie. Luźno.
Załatwię jakiś drobiazg.
Co mógł
mu kupić? Był kreatywny ale w takich chwilach do głowy
przychodziły mu tylko prezenty z gatunku śmiesznych, nieprzydatnych
albo takich, które wprawiają obdarowanego w zażenowanie. Pomyślał
o dobrych słodyczach. Każdy lubi słodycze. Nie, Aris, jego dobra
koleżanka nie lubi nawet gorzkiej czekolady. Może coś do ubrania?
Szalik! Jest zima, szalik na pewno mu się przyda. A jeśli nie to
odda komuś. Zapakuje to w ładny, prążkowany papier i przyklei
świąteczną gwiazdkę. Nie musi zdradzać się z niechęcią do
świąt. Nauczył się udawać, że wcale tak bardzo nie drażni go
świąteczna atmosfera przesadzonej uprzejmości i czekoladowe
mikołaje czekające na sklepowych półkach od listopada aż ktoś
wreszcie kupi je, i pochłonie tysiąc kalorii w 10 minut.
M: Mam
jeszcze 4h drogi. Nudzi mi się. Co robisz?
B: Mama
przyjechała, robi na dole jakieś jedzenie. Schowałem się w
pokoju.
Mam
pomysł. Jak już obydwaj będziemy mieli prezenty to może otwórzmy
je razem, na skype?
M: Fajny
pomysł. Dam znać kiedy wyślę. Ty też mi napisz, ok?
B: Jasne
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz