czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 6 "Light"

W rogu ekranu wyświetlała się godzina 2.30 a on nadal nie mógł spać. Frustracja wzrastała w nim, chociaż pobudka była przewidziana na 10. Teoretycznie dostał nakaz wstania o 9, o 10.30 mają już wyjeżdżać do babci żeby tam spędzić święta. Raz na kilka lat przyjeżdżali tam na różne okazje typu Wielkanoc czy Boże Narodzenie, nieraz pojawiali się tylko na tydzień lub dwa w wakacje, w zależności od tego ile urlopu dostała matka Mino. Chłopak nie lubił tam przebywać. Babcia od strony matki nie należała do najprzyjemniejszych krewnych. Wiejski krajobraz i zwierzęta napawały go zdumieniem i naprawdę kochałby to miejsce gdyby nie starsza, zrzędliwa i cyniczna kobieta. Zawsze go krytykowała. Jej zdaniem chłopak powinien zostać mechanikiem albo zająć się jakąś fizyczną robotą od najmłodszych lat, a nie uczyć się w mało przyszłościowym liceum, po którym i tak musi iść na studia bo inaczej może pracować co najwyżej jako kasjer albo wyjechać na zbiory truskawek za granicę. Babcia była uosobieniem tego, czego Mino bał się w starości. Tworzyła w swojej głowie historie, które nie miały miejsca, obrażała się z niewyjaśnionych powodów, była kłótliwa i satysfakcję sprawiało jej zadawanie bólu innym. Czy robiła to świadomie, czy starość i śmierć męża tak zmieniły jej charakter? Droga od jego rodzinnego miasta do położonej na zachodzie wsi zajmowała około 6h jazdy bez korków. To był ten miły aspekt wycieczki. Mógł włożyć w uszy słuchawki i delektować się ulubioną muzyką. Kiedy ostatnio miał tyle czasu na przyjemności? W dzień wyjazdu kobieta nie przewidywała spóźnień. Oprócz jej zorganizowania i punktualności dziś miało wydarzyć się coś ważnego. Chciała przedstawić Mino nowo poznanego mężczyznę. 'Czyli co, tatuś numer 2 czy może wujek?'-pomyślał, kiedy matka zawiadomiła go o swoich planach. Czy to zmieni w jakiś sposób jego życie? Ostatnio i tak więcej czasu jest w domu sam, więc życie rodzinne praktycznie nie istniało i przestał zadawać pytania o nieobecność matki. Cieszyło go nawet, że nikt nie wtrąca się w to, co robi, czy sprząta, czy gotuje. Minione 3 tygodnie prowadził studenckie życie i nikt go za to nie karał. Rodzice od 3 lat byli po rozwodzie jednak nie mieszkali ze sobą od roku. Od czasu przeprowadzki młody chłopak nie potrafił znaleźć sobie miejsca na świecie. Jeśli wyrwiesz piękny kwiat z ziemi, to owszem, w wazonie przeżyje jeszcze kilka dni, ale z każdym kolejnym będzie słabł aż z braku wody do życia uschnie. Stworzy dziwną formę przetrwalnikową. Tak czuł się Mino. Gra pozorów była jego codziennością. Grał, że sobie radzi, grał, że jest twardy i nic go nie wzrusza. Grał kogoś lepszego od innych, tak naprawdę bojąc się ludzi. Świat przestał być piękny, życie nie było wielką nagrodą od wyższej siły a jedynie przykrym obowiązkiem, który spadł na komórki tworzące jego organizm. Nie potrafił powiedzieć, dlaczego w ewoluującej przyrodzie taka jednostka jak on w ogóle powstała, a teraz jeszcze egzystuje.
Zmęczony przemyśleniami odpłynął do krainy snów, nie zdając sobie sprawy z tego, że każde z pojawiających się w głowie pytań zapisywał w wiadomości do nowo poznanego chłopaka. Niesforny policzek śpiącego Mino przesunął się po podświetlonym ekranie dotykając biały kwadrat ze zgrabnymi literami układającymi się w słowo 'wyślij'.
Poranek był trudniejszy niż zwykle. Za piętnaście dziesiąta kończył pić kawę, od której zaczynał każdy bez wyjątku dzień. Ubrał się tak, żeby było mu wygodnie w podróży ale też dopasował strój do okoliczności. Chociaż były to święta to nie mógł przesadzić, babcia znowu powiedziałaby, że przyjechał wystrojony jak baba i brakuje mu tylko kolczyków. Co prawda nie wiedziała, że w lewym uchu od 2 lat ma tunel bo zawsze efektownie ukrywał go podczas pobytu. Robił to głównie dla mamy, na te kilka dni mógł dostosować swój wizerunek do jej oczekiwań. Założył czarne, nie do przesady obcisłe dresy, biały t-shirt i oliwkowy sweter. 'Chyba może być'-pomyślał patrząc na swoja sylwetkę w lustrze. Lubił dobrze wyglądać, lubił spojrzenia innych na sobie. Spakował zapas papierosów, które ukradkiem palił za stodołą niby rozmawiając z kimś przez telefon i łapiąc zasięg, który był tak samo kiepski na podwórku jak w domu. Sprawdził jeszcze, czy wszystko spakował i dostał sygnał od mamy, że powinien już zejśc bo na niego czeka. Właściwie to czekają. No tak, zapomniał, że w te święta będzie miał nadprogramowego tatusia.
-Dzień dobry, jestem Karl-przedstawił się około czterdziestoletni mężczyzna, dosyć wysoki, z niedostatkiem włosów na głowie ale za to z nadmiarem kilogramów. Spojrzał na matkę. 'Kobieto, stać cię na kogoś przystojniejszego'-pomyślał.
-Dzień dobry. Miło mi poznać. Mino-wyciągnął rękę do nowego chłopaka mamy, jak żartobliwe go nazwał.
Po krótkiej, niezręcznej pogadance o dobrych warunkach pogodowych do jazdy i niezbyt srogiej zimie w trójkę załadowali się do auta, wcześniej upychając torby w dostatecznie zapełnionym już bagażniku.
-Komu w drogę, temu czas!-ochoczo roześmiał się mężczyzna, złapał matkę Mino za rękę, cmoknął czule w policzek po czym odpalił samochód.
Całej sytuacji przypatrywał się Mino, odrobinę zdegustowany tymi czułościami, a odrobinę zmieszany. Wolałby tego nie widzieć, odkąd pamięta takie gesty były dla niego niezrozumiałe. On sam nie czułby potrzeby trzymania za rękę jakiejś kobiety podczas jazdy samochodem. Po godzinie obserwowania monotonnego krajobrazu autostrady zorientował się, że nie wziął słuchawek. Był na siebie zły. Zastanawiał się co robi w święta Blaze. Może też jedzie właśnie do rodziny, żeby tam cieszyć się z narodzin osoby, która tysiące lat temu pozwoliła przybić się do krzyża w imię zbawienia wszystkich ludzi. 'Ja chyba pochodzę jednak od innego boga.'-pomyślał z rozdrażnieniem i ostentacyjnie przewrócił oczami.
Gdy usłyszał sygnał wiadomości zrozumiał, że oto rozpoczął się okres jakże szczerych i oryginalnych życzeń typu 'pogodnych, rodzinnych świąt oraz mocy prezentów'. Pomylił się.

B: Dasz mi swój adres?-Mino zdziwił się.
M: Po co?
B: Są święta, chciałem Ci coś wysłać. Nic wielkiego, nie bój się.
M: Nie boję się, po prostu tydzień będę u babci, więc nawet nie odbiorę przesyłki. Poza tym nie mam nic dla Ciebie, daj mi trochę czasu na wymyślenie prezentu.
B: Mówiłem, że to nic wielkiego więc nie musisz się odwdzięczać w żaden sposób.
M: Nie jestem aż tak egoistyczną kurwą jak sprawiam wrażenie. Luźno. Załatwię jakiś drobiazg.
Co mógł mu kupić? Był kreatywny ale w takich chwilach do głowy przychodziły mu tylko prezenty z gatunku śmiesznych, nieprzydatnych albo takich, które wprawiają obdarowanego w zażenowanie. Pomyślał o dobrych słodyczach. Każdy lubi słodycze. Nie, Aris, jego dobra koleżanka nie lubi nawet gorzkiej czekolady. Może coś do ubrania? Szalik! Jest zima, szalik na pewno mu się przyda. A jeśli nie to odda komuś. Zapakuje to w ładny, prążkowany papier i przyklei świąteczną gwiazdkę. Nie musi zdradzać się z niechęcią do świąt. Nauczył się udawać, że wcale tak bardzo nie drażni go świąteczna atmosfera przesadzonej uprzejmości i czekoladowe mikołaje czekające na sklepowych półkach od listopada aż ktoś wreszcie kupi je, i pochłonie tysiąc kalorii w 10 minut.

M: Mam jeszcze 4h drogi. Nudzi mi się. Co robisz?
B: Mama przyjechała, robi na dole jakieś jedzenie. Schowałem się w pokoju.
Mam pomysł. Jak już obydwaj będziemy mieli prezenty to może otwórzmy je razem, na skype?
M: Fajny pomysł. Dam znać kiedy wyślę. Ty też mi napisz, ok?

B: Jasne :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz