sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 9 "Light"

Składanie świątecznych życzeń nie sprawiało Mino frajdy. Mógł życzyć wszystkim członkom rodziny samych pomyślności w życiu ale ta perspektywa niezbyt mu się podobała. Chciałby raz złożyć szczere życzenia, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby. Babci życzyłby żeby przestała być wredna i samolubna. Mamie żeby nauczyła się z nim żyć. Czego mógł życzyć Karlowi? Żeby schudł i dobrze traktował jego matkę. Wujom żeby zadbali o swoje dzieci, którym nie poświęcali uwagi. Kuzynom żeby wzięli życie w swoje ręce, wykształcili się i odbili od rodziny, która nie pozwala im patrzeć poza horyzont. Cioci żeby była nadal tak samo miła, ale żeby mniej plotkowała o koleżankach ze wsi. Sobie życzyłby trzech tygodni izolatki.
Barszcz smakował jak zwykła zupa. Pierogi były dobre, jak ostatnio kiedy je jadł. Ciasto smakowało jak to, które czasami bez okazji piekła mama w piątki. Sałatka jak co poniedziałek z marchwi, na której gotował się rosół w niedzielny poranek. Tylko grzybowa była inna bo zwyczajnie robiła ją ciocia, a nie mama. Mógł też zjeść rybę, której normalnie w domu nikt nie robił, bo matka nie znosiła jej smaku, a zapach niwelowała przez tygodniowe wietrzenie i masę odświeżaczy do kontaktu, które drażniły Mino nienaturalną wonią.
W ciszy i z udawanym uśmiechem przetrwał te schematyczne 3 dni.
Droga do domu zajęła dużo czasu. Przed odjazdem wziął leki i całe 6 godzin przespał. Miał jeszcze 4 dni wolnego. Mama jechała do rodziców Karla złożyć wizytę zapoznawczą. 'Ja też będę musiał poznać nowych dziadków?'-pomyślał z kpiącym uśmiechem kiedy leżał już na swoim wygodnym łóżku. Blaze pisał do niego codziennie ale wyłączył telefon. Chciał się odciąć i pomyśleć dopóki był z dala od swojej codzienności, w którą nieświadomie wpuścił chłopaka.
Nie chciał tak. Odpychał od siebie tą myśl, ale wiedział od dawna, że sam się okłamuje. Udaje, że problemu nie ma. Bardzo chciał żeby podobały mu się dziewczyny, ale to nigdy nie wychodziło. Przy żadnej nie poczuł przysłowiowych motyli w brzuchu. Świetnie się z nimi dogadywał jako z przyjaciółkami, ale nie potrafił którejś chociażby pocałować, bo wydawało mu się to śmieszne, a przecież całuje się żeby coś wyrazić. Tak przynajmniej uważał. Zaczął wszystko rozumieć kilka miesięcy temu na imprezie u Ingrid, gdzie nie brakowało alkoholu.
-Czujesz, miałam może 6 lat, bawiłam się na placu przed blokiem a koleś podszedł i zaczął zagadywać. Byłam dosyć śmiałym dzieckiem i nie zorientowałam się, że może mieć złe zamiary. Gdyby matka wtedy nie wyjrzała przez okno to już by mnie nie było...-mówiła jeszcze przytomna Ingrid. Nie miała w oczach łez. Patrzyła ślepo w podłogę a głowa zwisała jej z łóżka. Niedaleko siedział Mino z butelką miętowej wódki również wpatrzony w dywan. Oboje lubili po alkoholu porozmawiać bo wtedy byli o wiele bardziej wylewni, niż na co dzień.
-Ja pierdole. Co ten typ dokładnie chciał ci zrobić?
-No wiesz. Zaczął mnie głaskać po głowie, mówić jakie mam ładne warkoczyki, potem, że w ogóle jestem bardzo ładną dziewczynką i mógłby mnie zabrać gdzieś, że przy jego domu jest dużo fajniejszy plac, że są 2 zjeżdżalnie a u nas nie było ani jednej. Które dziecko by na to nie poleciało?
-Tacy ludzie są obrzydliwi. Chciałbym ich wszystkich zabić. Jeden po drugim.-przysunął się do przyjaciółki i położył głowę na łóżku w ten sposób, że dotykał jej ramienia.
-Kurwa, tylko ktoś kto coś takiego przeżył wie o co chodzi. W sensie rozumiesz. To mnie teraz trochę niszczy. Niby nic się nie stało, żyję, jest ok. Ale gdzieś z tyłu głowy mam, że są na tym świecie tacy faceci, zwyrodnialcy. Czasem mam sny, w których znowu jestem małą dziewczynką, ale mam świadomość dorosłej osoby, wiem, że on zaraz przyjdzie i mnie gdzieś zabierze. Chcę uciekać ale nie mogę się ruszyć. Zazwyczaj budzę się kiedy on wysuwa te obleśne łapska do mojej twarzy.-Ingrid spojrzała na niego pierwszy raz od 20 minut i westchnęła. -Nie musisz dawać mi żadnej rady słoneczko. Wiem, że jesteś w tym chujowy.-lekko się uśmiechnęła.
-Ja nawet nie wiem co bym zrobił na twoim miejscu. Pewnie bym się dawno zabił. Nigdy nie miałem podobnej sytuacji. Jesteś najodważniejszą babeczką jaką znam, Ingrid.-pocałował ją w czoło i położył obok. -Mam pomysł. Miejmy w dupie tą hołotę, która właśnie roznosi ci chatę i chodźmy spać. Co ty na to? Jeśli mi odmówisz to i tak zasnę, ale na dywanie.
-No dobra. Ale pijemy jeszcze po jednym. To mój warunek.
-Nie mam kieliszków, a nie chce mi się wychodzić do tego rozpierdolu.-próbował się wymigać Mino. Wystarczająco szumiało mu w głowie.
-Tak jakbyś nigdy nie pił z gwinta. Daj spokój.-zabrała mu butelkę i wypiła solidny łyk kolorowej wódki. -Fuj. Co ty pijesz.-kąciki ust wykrzywiły się w dół.
-Wiesz, że nie piję czystej. Próbowałem, ale nie zmusisz mnie więcej do tego. -powiedział Mino na swoją obroną i wziął od Ingrid butelkę. Na jego twarzy zmalował się taki sam grymas jak u dziewczyny.
-No to dobranoc słoneczko.
-Słodkich snów.-powiedział z na wpół zamkniętymi powiekami.
Zasypiając myślał o rozmowie z Ingrid. Była jedną z nielicznych osób, którym potrafił szczerze współczuć. Cierpiał, kiedy ona cierpiała. Chciał dla niej tylko tego, co dobre. Co on zrobiłby w takiej sytuacji? Czy umiałby normalnie żyć? Poszedłby do psychologa? Byłby na tyle odważny żeby porozmawiać o tym z kimkolwiek, nawet z nią?
Kiedy wydawało się, że jego ciało odpłynęło do krainy snu w głowie zamajaczyło wspomnienie. Z przerażeniem otworzył oczy. Spojrzał na telefon. Nie spał, minęło dopiero 15 minut odkąd się położyli. Usiadł na łóżku i zaczął analizować obrazy, które jeszcze minutę temu miał przez oczami. To nie mogło być jego wspomnienie. Było jego. Tak, pamiętał urywki z tamtego dnia, ale był już pewny. Wiedział, że to się wydarzyło naprawdę, a nie było jedynie snem. Wiele lat temu zapomniał. Zakopał głęboko żeby nikt nie wiedział, nawet on sam. Wyparł myśl o tym, że będąc dzieckiem został skrzywdzony. Tej nocy już nie zasnął. Dopasowywał w głowie urywki ze swojego życia i starał się je połączyć w ciąg przyczynowo-skutkowy.
Miał wtedy 10 lat a Daniel był jego kolegą z klasy. Mama Daniela i Mino poznały się na którymś z zebrań. Od tamtej pory chłopcy często bawili się razem u Daniela a matki plotkowały w pokoju obok. Prawdopodobnie spotkania nigdy nie odbywały się u nich w domu ze względu na ojca alkoholika. Matka wstydziła się go. Z czasem Mino zaczął nocować u kolegi bo ich zabawy nie miały końca, poza tym Daniel miał naprawdę fajne zabawki, jego rodzice nieźle zarabiali i lubili rozpieszczać syna.
Była zima. Pamiętał dokładnie, że wtedy wyszli na sanki na ulicę i dostali za to niezłą burę od pani Hany. Po rozgrzewającej kąpieli i kubku ciepłego kakao matka Daniela położyła ich do łóżka i sama wyczerpana opieką nad dwoma energicznymi chłopcami poszła spać.
-Nie chce mi się spać.-powiedział szeptem Daniel.
-Mi też. Robimy coś? -zagadnął Mino.
-Mogę ci coś pokazać.
-Co?-wyczuwał nową zabawę, tym razem bez czujnego, opiekuńczego wzroku nad nimi.
-Możemy pobawić się w dom.
-Dziewczyny się w to bawią.-rozczarował się, zabawy wydała się głupia.
-Wcale nie, bawiłem się w to już ostatnio i było fajne. To co?-powiedział proszącym głosem Daniel.
-No dobra.-zgodził się.
Obok kanapy stała szafka nocka, a na niej włączona mała lampka. Dookoła panował półmrok.
Daniel obrócił się na łóżku. Był bliżej niż przed chwilą. Podsunął koszulkę Mino do góry. Spodnie od piżamy znajdowały się teraz na poziomie kolan. Mino poczuł na biodrach ciężar a następnie ruch. Patrzył w światło.
-Widziałem to na filmie.-powiedział Daniel.
Nie pamiętał co było dalej ani czy to powtórzyło się więcej razy. Nie wiedział. Nie był w stanie ulokować w czasie tego, co miało miejsce. Doskonale natomiast pamiętał światło żarówki rozchodzące się po pokoju kolegi.
Nie zauważył, kiedy na policzkach pojawiły się gorące łzy. Nie był sobą. Nie myślał nad tym, co robi. Chciał zaszyć się w ciemnym i zimnym miejscu, niedostępny dla nikogo.
-Blaze?
-Mino. Co jest? Dlaczego miałeś wyłączony telefon? Nie wiedziałem co z tobą, nie raczyłeś nawet odpisać.-Blaze miał troskliwy, ale pełen zdenerwowania głos.
-Chyba musimy porozmawiać...-zawiesił się, jak wtedy, gdy urządził sobie nocny spacer po kłótni z mamą.
-Słucham cię.-odpowiedział krótko. Nie wiedział czego się spodziewać.
-Ja nie jestem taki jak ty. I nie przerywaj mi, bo jeśli teraz nie dokończę to już nigdy tego nie powiem, rozumiesz? Ja się nie prosiłem o coś takiego i się taki nie urodziłem, mi to ktoś zrobił. Więc nie mów mi nigdy, że jestem jak ty. Przez niego taki jestem. I wcale nie wiem, czy chcę, nienawidzę siebie.-mówił szybko i chaotycznie. Nie szukał słów, wypowiadał swoje myśli od razu, jak gdyby bojąc się, że zaraz je zapomni, albo zmieni zdanie i zrezygnuje z mówienia Blaze'owi czegokolwiek.
-Płaczesz?-usłyszał histeryczny szloch.
-Tak.-dusił się łzami.
-Jesteś w stanie o tym mówić?
-Nie. Wolałbym napisać. Jeśli mogę.-przecież Mino nigdy nie pyta o zdanie, on robi, co chce. Blaze już wiedział, że było bardzo źle, Mino cierpiał.

-Czekam na twoją wiadomość. Martwię się...-Mino rozłączył się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz