czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 4 "Light"

Siedział w pokoju i łzy same cisnęły mu się do oczu. Było już po 21. Przez myśl przeszło mu, że gdyby nie alkohol to by nie płakał. To nie on, to procenty w jego krwi, a nie on sam. Rzadko płacze, ale kiedy już to się zdarza przypomina atak histerii aniżeli zwykły szloch smutku. Stanął przed ogromnym lustrem, które jako pierwsze rzucało się w oczy po wejściu do pomieszczenia. Widział w swoich oczach, w swoim odbiciu, że nie jest trzeźwy, ale myślał trzeźwo. 'Brawo, czysty tatuś' -pomyślał, a twarz wykrzywiła się w niemym grymasie. Nie śmiał krzyczeć, wiedział, że nie może i nie chce jej obudzić. Nie chce już nigdy zrobić jej nic złego, nie chce jej krzywdzić. Nienawidzi jej, ale nie może, bo życie skrzywdziło ją już zbyt wiele razy, a w nim powinna znaleźć oparcie. Nienawidzi jej ale ją kocha. Jest jej jedyną szansą, jedyną nadzieją, a stacza się na jej oczach. Za ścianą spała matka, która 15 minut temu otworzyła mu drzwi wejściowe kiedy nieudolnie celował kluczem do zamka. Nie przesadził z alkoholem, po prostu postanowił nie zaświecać światła na klatce, bo oczy przywykły już do ciemności. Znał swoje możliwości, które od 15 roku życia regularnie trenował. Nawet jako młody chłopak zdawał sobie sprawę dokąd go to zaprowadzi jeśli nie będzie nad sobą panował, bo żywy przykład, ojciec, odkąd sięga pamięcią, rujnuje życie ich rodziny. Nie zniósł tego wzroku rozczarowania, tej twarzy, która mówiła 'to nie jest dobra droga synu' i ciche słowa 'proszę, nie bądź jak on...'.
Ukrył twarz w poduszkę i uderzał w nią aż opadł z sił. Wziął do ręki ciężkie oficerki, wcisnął telefon i paczkę papierosów do kieszeni bluzy. Zostawił zaświecone światło gdyby matka się przebudziła. Spojrzał jeszcze raz w lustro i w absolutnej ciszy wyszedł z domu.
Usiadł na ławce niedaleko ronda. W oddali malował się dobrze oświetlony kościół. Pamiętał jak 11 lat temu podchodził tam do komunii a kilka lat później do bierzmowania. Wspomnienia same napływały do jego głowy. Wybrał jedyny numer, który wydawał się właściwy. Nie chciał zadręczać przyjaciół myślami, które za każdym razem były takie same. Zbyt wiele razy słyszeli jak użala się nad sobą, więc wszystkie ich rady w takich sytuacjach jak ta znał już na pamięć. Nie liczył na coś nowego, coś odkrywczego, bo nic takiego nie dało się wymyślić.
-Halo?
-Cześć, tu Mino. Śpisz już?-starał się panować nad głosem, ale było to zbyt trudne.
-Jest dopiero po 22, nie śpię. Właściwie leżę już, ale zaraz, stało się coś? Masz dziwny głos.
-Tak. Tak myślę, że coś się stało. Nie wiem. Ja po prostu nie mam siły. Nie mam kurwa więcej siły.-mówił cicho i odrobinę niewyraźnie.
-Do czego...?-zapytał chłopak
-Do siebie. Nienawidzę siebie.
-Dlaczego tak mówisz? Każdy ma jakieś wady ale wiesz, nie można się zadręczać. Ja na przykład jestem strasznym leniem, mam talerze z zeszłej soboty za łóżkiem, więc nie wiem, czy jest z tobą aż tak źle.-powiedział Blaze chcąc aby jego rozmówca poczuł się choć trochę lepiej, bo czuł, że gdyby nic się nie stało, nie dostałby takiego telefonu.
-Ty masz talerze za łóżkiem, a ja nie mam mózgu i się staczam po równi pochyłej, i zawodzę każdego kogo mogę, a najbardziej tych, których nie mam prawa zawieść.-głos mu zadrżał i ponownie poczuł gorące łzy na swoich policzkach.
-Powiesz mi co się dokładnie stało? Nie musisz jeśli nie chcesz, ale może będzie mi łatwiej coś doradzić.-mówił wolno i dosadnie, jakby tłumaczył pięcioletniemu dziecku, że stłuczony kubek i rozlany sok to jeszcze nie koniec świata, że zaraz posprząta szkło, wytrze maluchowi łzy i nikomu nie stanie się krzywda.
-Nie ma co opowiadać. Znowu przyszedłem najebany. I wiesz jak ona na mnie patrzyła? Jakbym był najgorszym co ją w życiu spotkało, jakby takie dziecko było karą od boga za zbrodnie z poprzedniego życia....
-Jesteś na dworze? Jeśli tak to wróć do domu. Proszę. Wróć do domu i napisz do mnie. Pisz co chcesz, cokolwiek, żebyś tylko już nie myślał o sobie w ten sposób. Nikt nie jest na tyle zły, a każda matka kocha swoje dziecko nawet jeśli tobie wydaje się inaczej. Wrócisz do domu?-dodał po chwili
-Wrócę. Pogadasz ze mną jeszcze chwilę zanim nie będę pod blokiem?


Podniósł się z ławki i wolnym krokiem ruszył przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz