Siedział
w pokoju i łzy same cisnęły mu się do oczu. Było już po 21.
Przez myśl przeszło mu, że gdyby nie alkohol to by nie płakał.
To nie on, to procenty w jego krwi, a nie on sam. Rzadko płacze, ale
kiedy już to się zdarza przypomina atak histerii aniżeli zwykły
szloch smutku. Stanął przed ogromnym lustrem, które jako pierwsze
rzucało się w oczy po wejściu do pomieszczenia. Widział w swoich
oczach, w swoim odbiciu, że nie jest trzeźwy, ale myślał trzeźwo.
'Brawo, czysty tatuś' -pomyślał, a twarz wykrzywiła się w niemym
grymasie. Nie śmiał krzyczeć, wiedział, że nie może i nie chce
jej obudzić. Nie chce już nigdy zrobić jej nic złego, nie chce
jej krzywdzić. Nienawidzi jej, ale nie może, bo życie skrzywdziło
ją już zbyt wiele razy, a w nim powinna znaleźć oparcie.
Nienawidzi jej ale ją kocha. Jest jej jedyną szansą, jedyną
nadzieją, a stacza się na jej oczach. Za ścianą spała matka,
która 15 minut temu otworzyła mu drzwi wejściowe kiedy nieudolnie
celował kluczem do zamka. Nie przesadził z alkoholem, po prostu
postanowił nie zaświecać światła na klatce, bo oczy przywykły
już do ciemności. Znał swoje możliwości, które od 15 roku życia
regularnie trenował. Nawet jako młody chłopak zdawał sobie sprawę
dokąd go to zaprowadzi jeśli nie będzie nad sobą panował, bo
żywy przykład, ojciec, odkąd sięga pamięcią, rujnuje życie ich
rodziny. Nie zniósł tego wzroku rozczarowania, tej twarzy, która
mówiła 'to nie jest dobra droga synu' i ciche słowa 'proszę, nie
bądź jak on...'.
Ukrył
twarz w poduszkę i uderzał w nią aż opadł z sił. Wziął do
ręki ciężkie oficerki, wcisnął telefon i paczkę papierosów do
kieszeni bluzy. Zostawił zaświecone światło gdyby matka się
przebudziła. Spojrzał jeszcze raz w lustro i w absolutnej ciszy
wyszedł z domu.
Usiadł
na ławce niedaleko ronda. W oddali malował się dobrze oświetlony
kościół. Pamiętał jak 11 lat temu podchodził tam do komunii a
kilka lat później do bierzmowania. Wspomnienia same napływały do
jego głowy. Wybrał jedyny numer, który wydawał się właściwy.
Nie chciał zadręczać przyjaciół myślami, które za każdym
razem były takie same. Zbyt wiele razy słyszeli jak użala się nad
sobą, więc wszystkie ich rady w takich sytuacjach jak ta znał już
na pamięć. Nie liczył na coś nowego, coś odkrywczego, bo nic
takiego nie dało się wymyślić.
-Halo?
-Cześć, tu Mino.
Śpisz już?-starał się panować nad głosem, ale było to zbyt
trudne.
-Jest dopiero po 22,
nie śpię. Właściwie leżę już, ale zaraz, stało się coś?
Masz dziwny głos.
-Tak. Tak myślę, że
coś się stało. Nie wiem. Ja po prostu nie mam siły. Nie mam kurwa
więcej siły.-mówił cicho i odrobinę niewyraźnie.
-Do czego...?-zapytał
chłopak
-Do siebie. Nienawidzę
siebie.
-Dlaczego tak mówisz?
Każdy ma jakieś wady ale wiesz, nie można się zadręczać. Ja na
przykład jestem strasznym leniem, mam talerze z zeszłej soboty za
łóżkiem, więc nie wiem, czy jest z tobą aż tak źle.-powiedział
Blaze chcąc aby jego rozmówca poczuł się choć trochę lepiej, bo
czuł, że gdyby nic się nie stało, nie dostałby takiego telefonu.
-Ty masz talerze za
łóżkiem, a ja nie mam mózgu i się staczam po równi pochyłej, i
zawodzę każdego kogo mogę, a najbardziej tych, których nie mam
prawa zawieść.-głos mu zadrżał i ponownie poczuł gorące łzy
na swoich policzkach.
-Powiesz mi co się
dokładnie stało? Nie musisz jeśli nie chcesz, ale może będzie mi
łatwiej coś doradzić.-mówił wolno i dosadnie, jakby tłumaczył
pięcioletniemu dziecku, że stłuczony kubek i rozlany sok to
jeszcze nie koniec świata, że zaraz posprząta szkło, wytrze
maluchowi łzy i nikomu nie stanie się krzywda.
-Nie ma co opowiadać.
Znowu przyszedłem najebany. I wiesz jak ona na mnie patrzyła?
Jakbym był najgorszym co ją w życiu spotkało, jakby takie dziecko
było karą od boga za zbrodnie z poprzedniego życia....
-Jesteś na dworze?
Jeśli tak to wróć do domu. Proszę. Wróć do domu i napisz do
mnie. Pisz co chcesz, cokolwiek, żebyś tylko już nie myślał o
sobie w ten sposób. Nikt nie jest na tyle zły, a każda matka kocha
swoje dziecko nawet jeśli tobie wydaje się inaczej. Wrócisz do
domu?-dodał po chwili
-Wrócę. Pogadasz ze
mną jeszcze chwilę zanim nie będę pod blokiem?
Podniósł
się z ławki i wolnym krokiem ruszył przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz