czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 1 "Light"


Ten wtorek nie różnił się niczym od tego, który już był, ani prawdopodobnie od tego, który nadejdzie. Szczerze mówiąc, od kilku miesięcy wszystkie dni niezależnie od swojej nazwy były dla Mino takie same. Droga ze szkoły dłużyła się. Autobus utknął w korku. 'Kto by się spodziewał, korki w takiej światowej metropolii, w sumie główna ulica tego miasta ma jakieś 300m, kto nadal w ogóle temu prawa miejskie, zdrowy był na umyśle? Szybciej chyba bym doszedł na pieszo, ale po co się męczyć, nie będę wracać ze szkoły na nogach, chcę spać'-marudził sam do siebie w myślach. Po co. Te dwa wyrazy gościł w życiu Mino zbyt często. 10 minut później był już w domu. Machinalnie zrobił to, co miał do zrobienia. Pozmywał po śniadaniu, pościelił łóżko swoje i mamy, pozbierał z wierzchu swoje ubrania, które nie wiedzieć czemu leżały wszędzie tylko nie tam, gdzie normalni ludzie odkładają te brudne, czyli w koszu na pranie. Spojrzał tylko troskliwie na klatkę, w której spała świnka morska i poddał się ulubionej czynności-bezcelowemu leżeniu w najdziwniejszych pozycjach.
-Tumblr.-powiedział sam do siebie znalazłszy sobie rozrywkę na najbliższe pół dnia zanim dojrzeje do widoku książek od jego ulubionych przedmiotów, biologii i chemii. Kiedyś Mino chciał zostać lekarzem. Lubił leki, lubił uczyć się o chorobach i kochał diagnozować innych chociaż wiedział, że jako osoba bez wykształcenia medycznego nie powinien sugerować nikomu na co wskazują objawy. Ale nie potrafił się opanować a diagnozy jakie stawiał znajomym, którzy z uporem dopytywali o swój stan zdrowia w 80% przypadków sprawdzały się z tym, do czego dochodzili później lekarze. Niestety etap marzenia o karierze lekarza miał już za sobą. Profilowane liceum skutecznie uświadomiło mu, że nie jest w stanie przebrnąć przez to, co jest pomiędzy fascynacją jakąś dziedziną, a studiowaniem jej.
„Nie mogę zdecydować czy potrzebuję przytulenia, dużej kawy, paru pięćdziesiątek wódki czy dwóch tygodni snu”-przeczytał i zreblogował wpis. Niewiele myśląc wszedł na bloga autora. 'Może tam znajdzie coś podobnego?'-pomyślał Mino i nieśpiesznie zaczął przewijać palcem po ekranie. Chłonął cytaty i zdjęcia po czym zorientował się, że zreblogował chyba 50 kolejnych wpisów. 'Ja pierdolę, ten ktoś pomyśli, że jestem jakimś follow for follow albo, że mam 12 lat, albo, że go stalkuję. Z drugiej strony ktoś musi mieć tak posrane w głowie jak ja, skoro nie wie czy woli wódkę czy sen.'-nawet w tak anonimowym miejscu jak internet przejmował się, co pomyśli o nim druga osoba. Tumblr traktował trochę jak nowoczesną formę pamiętnika, a te z reguły są dość osobiste. Nie chciał afiszować przed przyjaciółmi czy znajomymi swojego prawdziwego ja, dlatego nikomu nie zdradzał się z posiadaniem bloga w tej formie.
Masz nową wiadomość od: blaize62, przywitaj się!
-To tu można wysyłać wiadomości?! Kim jesteś blaize62, czemu do mnie piszesz i jak mam przeczytać twój nick? Jesteś chorą osobą blaize62...ja jestem chory bo właśnie zreblogowałem 50 twoich wpisów, a teraz rozmawiam na głos ze sobą. Rozmowa ze sobą nigdy nie jest pozytywnym objawem.
blaize62: Albo mi się wydaje, albo mój blog ci się spodobał.
xminox: Dobrze ci się wydaje, wreszcie ktoś, kto myśli podobnie do mnie i żyje, niesiesz mi nadzieję przyjacielu/przyjaciółko?
PS: Mam nadzieję, że 62 to nie rok twojego urodzenia, jeśli tak to właśnie zakończyłem tą rozmowę XD
blaize62: Dodaj do tego 35 lat i wyjdzie mój rok urodzenia. Za to z twojego nicku mogę wywnioskować tyle, co nic.
PS: Nie, nie jesteś zabawny panie xminox.
xminox: Mam na imię Mino. I właśnie bawiłem się w twojego stalkera. Jestem zabawny.
blaize62: Jestem Blaze. Chętnie zakwestionuję twoje poczucie humoru innym razem, bo teraz muszę spadać. Do napisania :)
Mimowolnie uśmiechnął się czytając ostatnią wiadomość. Szybko zapomniał o rozmowie słysząc charakterystyczny szczęk kluczy matki. Po odgłosach, jakie wydawały odbijane od siebie klucze i to, do czego były przyczepione rozpoznawał, kto zbliża się do domu. Wstał, nie chcąc żeby matka znów spojrzała na swoje niezainteresowane życiem doczesnym, ani innymi przyziemnymi sprawami dziecko. Nie rozumiała go, już nie podejmowała prób rozmowy ani zacieśnienia relacji. Łączyła ich już tylko zasada, że między matką a dzieckiem w rodzinie, która nie jest dotknięta patologią występuje wrodzona miłość. Od 2 lat towarzyszyły im te sztuczne gesty, aż nauczyli się ich na pamięć i bez skrępowania egzystowali obok siebie, wzajemnie nie wchodząc sobie w drogę.
Spojrzał na kobietę krojącą warzywa i odczuł ogromną frustrację. Narastała w nim chęć głośnego krzyku, ale wiedział, że nie może. Obwiniał siebie za bycie złym synem. Jakie dziecko widząc matkę ma ochotę ją zamordować, uderzyć, potrząsnąć nią mocno i zapytać „o co tu do chuja chodzi, mamo, dlaczego się nienawidzimy, mamo, dlaczego powinienem cię kochać a nie potrafię, mamo, pomocy...”. Wyprowadzony z równowagi swoimi myślami, rozdygotany w środku Mino mijające godziny spędził w czterech ścianach swojego pokoju. Wykradł się tylko po kanapki późnym wieczorem. Czuł, że gdyby znalazł się z rodzicielką w jednym pomieszczeniu, nie wytrzymałby i w najlepszym wypadku by się rozpłakał. 'OK Mino, gorszy dzień. Raz na kilka miesięcy możesz być niedostosowany do brutalności tego szarego, brudnego świata'. Zasnął myśląc o konieczności powtórzenia prawa Hessa przed jutrzejszą kartkówką z chemii. Szkoła skutecznie zepchnęła chęć poszukiwania odpowiedzi na tak ważne dla niego pytania na dalszy tor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz